SPORY O KAPITALIZM

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki
Start Klasycy o wolnym rynku i roli państwa w gospodarce Władysław Grabski "Nasz kryzys obecny a dawniejsze kryzysy światowe"

Władysław Grabski "Nasz kryzys obecny a dawniejsze kryzysy światowe"

Email

Pod wpływem kryzysu, który przeżywamy, wiele osób wpada w rozterkę myślową, nie wiedząc, co są­dzić o tym, co się stało i co nas czeka. Coraz więcej osób poddaje się myśli, że sobie sami nie poradzimy i potrzebujemy z zagranicy nie tylko środków pienięż­nych, ale głów i charakterów ludzkich, które by się nami zaopiekowały. Tak daleko posunięty upadek ducha znajduje swój wyraz nie tylko w głosach poszczególnych, w niektórych broszurach, ale i w sądach osób bardziej miarodajnych.

Jest to rodzaj naszej starej wady narodowej, wy­rażającej się w braku umiarkowania w sądach oraz w oglądaniu się na zagranicę. Ta wada nasza może nam wyrządzić wielką krzywdę, przesądzając sprawy zbyt stronnie i doprowadzając do rezygnacji nieuza­sadnionej.

Na brak umiarkowania i wytrzymałości w ocenie i naszego własnego położenia i środków poprawy wpływa w bardzo znacznym stopniu to, że nie mamy własnej nowoczesnej przeszłości państwowej i brak nam wła­snego doświadczenia ostatniego wieku. Obecny kryzys walutowo-finansowo-gospodarczy ogół nasz uważa ja­ko coś tak nadzwyczajnego, że czuje się upoważnionym do daleko prowadzących sądów i wniosków.

Tymczasem większe państwa świata przechodzi­ły w XIX i XX wieku po kilkanaście ostrych kryzysów finansowych i gospodarczych, a po kilka kryzysów wa­lutowych. Najwięcej było ich w Anglii. Nie raz tam były ostre rozruchy bezrobotnych z użyciem wojska, kilka razy skarb państwa musiał przychodzić z pomocą bankowi emisyjnemu, kilka razy w ciągu XIX wieku rząd upoważniał bank emisyjny angielski do przekro­czenia statutu, co do pokrycia. W Ameryce bezrobot­nych bywało podczas kryzysów w połowie XIX wieku tyle, że wojsko musiało interweniować, a bandy z miast szły rabować żywność po wsiach. Kryzysy trapiły też Francję, Austrię i Niemcy. Ogromne bankructwa, zubożenia licznych rodzin, dawniej zamożnych, liczne sa­mobójstwa, zwiększona zbrodniczość — były to obja­wy, znane wszystkim centrom życia przemysłowego i finansowego.

I wszystkie te kryzysy przechodziły, trwając raz krócej, drugi raz dłużej, czasem parę lat trwała depresja, ale przechodziły zawsze, a nigdy żadne państwo pod wpływem kryzysu nie wyrzekało się wiary w siebie, nie zwracało się o ratunek do zagranicy, choć Francja często pomagała Anglii swoim złotem, a obydwa te kraje pomagały w XIX wieku Ameryce podczas kry­zysów.

W ogóle w czasie kryzysów, na to, żeby je prze­trzymać, środków ratunkowych nie szukano przeważnie nadzwyczajnych, nie tworzono nowych instytucji emi­syjnych, nie zaciągano nowych wielkich pożyczek. Rzadko kiedy winę za kryzys spędzano na rząd. Mia­ło to miejsce częściej w początkach XIX wieku, gdy spo­łeczeństwo było mniej wyrobione. Rządy starały się zawsze łagodzić przebieg kryzysów, ale bez żadnych nadzwyczajnych ofiar ze strony rządu. Oczywiście, zawsze oszczędność w wydatkach państwowych stawała się podczas kryzysów konieczną, bo dochody malały. Przede wszystkim podczas kryzysów bankructwa firm i poszczególnych osób wpływały na sanację życia go­spodarczego. Przedsiębiorstwo, które powstaje na gru­zach zbankrutowanego, jest oparte na lepszej kalkulacji i jest gospodarczo zdrowsze. W czasie kryzysów wszę­dzie i zawsze dokonywa się rewizja metod pracy i zmniejszanie kosztów wytwarzania. Proces ten oka­zuje się zawsze zbawiennym.

Przed kryzysami zwykle bywa znaczny odpływ walut zagranicę, ale podczas kryzysu one znów dopływają, bo import z powodu kryzysu maleje. Tak się też i u nas dzieje. Nasz kryzys nie jest niczym nieznanym ludzkości. To nam się on tylko wydaje czymś, czego sobie wytłumaczyć nie umiemy. Zapominamy nawet o tym, iż kryzys w chwili obecnej daje się we znaki nie tylko nam, ale i Niemcom, Anglii i Francji.

Nieuzasadnione są obawy z powodu kryzysu o na­szego złotego. Nieraz w czasie kryzysów światowych waluta opadała, często spadek waluty poprzedzał kry­zys. Ale właściwie kryzys zawiera w sobie środek na poprawę waluty, bo ogranicza import. Gorszym byłby los złotego, gdyby on spadał nie podczas kryzysu, ale w czasie pełnego rozkwitu gospodarczego. Byłby to wtedy kryzys czysto walutowy. Taki kryzys jest do po­myślenia tylko przy inflacji. Nasz kryzys walutowy dla­tego nie ma nic wspólnego z losami marki, że jest jed­nym tylko z objawów ogólnego kryzysu gospodarczego. Dopóki trwa kryzys, import słabnie i powoli kraj zacz­nie się nasycać walutami obcymi. To podnieść musi złotego. Jednocześnie nagromadzone przez wstrzymy­wanie się od zakupów środki pieniężne muszą wywołać ożywienie kredytowe i opanowanie dążenia do tezauryzacji walut obcych, a dłuższe wstrzymywanie się od za­kupów ogółu ludności wytwarza z czasem zwiększenie ogólnego zapotrzebowania. Taki proces odbywa się zawsze i nieuchronnie, u nas też będzie on musiał na­stąpić.

Czym jednak objaśnić sobie ostrość kryzysu, jaki przeżywamy. Kryzysy we wszechświecie są tak zbada­ne i zanalizowane, że nietrudno jest zrozumieć i natu­rę naszego kryzysu, jeżeli go porównamy z podobnymi objawami. Kryzys powstaje pod wpływem nagroma­dzenia procesów niezdrowego rozwoju stosunków w do­bie go poprzedzającej i wybucha wtedy, gdy nagle zry­wa się ustalony stosunek między podażą i popytem towarów, walut lub kredytów.

U nas taka niezdrowa ewolucja gospodarcza od­bywała się w czasie inflacji. Nagła zmiana zaś stosunków ustalonych nastąpiła latem podczas zerwania sto­sunków handlowych z Niemcami. Firmy zagraniczne za­żądały zapłaty za towary, które miały ustalony tryb płacenia w terminach przy jednoczesnym jednak prolongo­waniu kredytu. Gdy brakło prolongaty, powstało pierw­sze źródło kryzysu i warunki równowagi ustały.

Nieurodzaje często bywały też jednym z momen­tów kryzysu i to nie w czasie trwania nieurodzaju, ale właśnie w roku następnym, gdy ujawnia się zbiednie­nie zdolności nabywczej wsi.

Błędem byłoby sądzić, że kryzys powstał z powo­du czy nieurodzaju, czy też zerwania stosunków z Niem­cami. Ani jedno, ani drugie. Powstał on z powodu te­go, że rozwój nasz gospodarczy podczas inflacji kryzys sprowadzić musiał. Ale nieurodzaj pogłębił stan nie domagań gospodarczych, a zerwanie stosunków było tym momentem krytycznym, od którego dopiero zaczyna się na tle poprzedniej depresji właściwy kryzys, ujawnia­jący się w procesie, zataczającym coraz szersze kręgi, wzajemnie się wiążących coraz silniejszych splotów.

Czasem kryzysy wybuchają nagle i depresja tyl­ko jest ich skutkiem. U nas widzimy, że depresja gospodarcza trwała już dłuższy czas, a kryzys wybuchł do­piero w odpowiednim momencie.

Zapewne, że kryzys, który przeżywamy, należy do najcięższych. Jeżeli jednak mierzyć go ilością bankructw i złamanych istnień ludzkich, to inne kraje prze­chodziły gorsze kryzysy.

Ale każdy kraj, który przeszedł kryzys, starał się wykorzystać go jak najbardziej w kierunku późniejsze­go rozkwitu, który nieuchronnie następował. Reorgani­zacja pracy produktywnej, zwiększenie jej natężenia, lepszy dobór sił, większą oszczędność, zadowalanie się małymi, ale pewnymi i stałymi postępami, oto ce­chy, które się w czasie kryzysu wyrabiają.

Są zawsze przy tym i ofiary. Należy dążyć, by ich było mało, by ich było jak najmniej. Ale lękać się ofiar kryzysu do tego stopnia, by dla ratowania się od kry­zysu oddawać się w kuratelę lub zatracić własną samo­dzielność rozwoju ekonomicznego, tego nie czynił żaden naród, który przechodził ciężkie i wielkie kryzysy. Przy­najmniej o takich narodach się nie pisze i ich kryzysy nie mogą interesować świata.

Wielkie kryzysy miały tylko wielkie narody i umiały je przezwyciężyć, bo były wielkimi. Naród, który się ugnie pod kryzysem, może się w przyszłości uchroni od dalszych kryzysów, ale też wielkim na pew­no nie zostanie. A tymczasem zrządzenie dziejów spra­wiło to, że my musimy mieć życie zakrojone na taką skalę, że kryzysy, które trapiły, ale i zahartowały inne wielkie narody, nie mogą i nas ominąć. O ile obecny kryzys przetrwamy sami, będzie on hartem dla nas nie­wątpliwym.

W czasie kryzysu ani banki rządowe, ani banki emisyjne nie zmniejszają, ale tylko zwiększają stopę oprocentowania. Zostało bowiem stwierdzone, że wyso­ka stopa procentowa w czasie kryzysów jest potrzebna na to, by posiadacz towaru, handlujący czy producent, decydował się łatwiej na sprzedaż towaru po tańszej cenie. Gdy otrzyma tani kredyt i łatwą prolongatę, bę­dzie się z towarem swoim drożył. A tymczasem póty kryzys nie będzie opanowany, póki towary nie stanieją. Tylko towar tańszy znajdzie zwiększony zbyt, a zwiększony zbyt jest jedynym sposobem na zwiększenie roz­miarów produkcji i źródeł zarobkowania.

Podczas kryzysów, a często w ich właśnie trwa­niu waluta spada, tworząc premię eksportową. Ale premią staje się ten spadek tylko wtedy, gdy jest nie­wielki. Dochodził on czasem do 30 procent w innych krajach o stałej, opartej o zdrowe zasady, walucie, tak jak nasz zloty. Ale nasz złoty spadł silniej. Nie stało się to skutkiem kryzysu finansowego poprzedniego, tak silny spadek złotego stał się wynikiem psychozy dola­rowej, która trapi nasze społeczeństwo, jako wspomnie­nie czasu inflacji markowej. Inne społeczeństwa w cza­sie kryzysów takiej psychozy nie znały. Runy na banki bywały tam silniejsze niż u nas, rozruchy masowe też większe, gdyż wówczas bezrobotnym nie pomagano, ale ucieczki od pieniądza własnego, inne wielkie kraje, takiej jak u nas nie znały. Ze wszystkich obja­wów kryzysu, ten jest najszkodliwszy i powinien być przez opinię najbardziej tępiony.

Złoty polski jest walutą, opartą na fundamentach zupełnie innych niż marka i dlatego powinien wzbudzać zupełne zaufanie. Stały spadek jego jest realnie niemożliwy. Obecna znaczna nadwyżka eksportu nad im­portem jest czynnikiem, który musi sprowadzić waluty obce. Że Bank Polski ma tych walut mało, to nic dziw­nego. Bank angielski w XIX wieku przeżywał często podobne chwile a jednak je przetrwał szczęśliwie. Dla­tego też czynnik załamania psychicznego mas, które tezaurują dolary, musi się zakończyć ostatnią fazą prze­silenia, które przeżywamy, pod postacią kryzysu tych, którzy nabyli drogie dolary i znajdą się w koniecz­ności sprzedania ich po niższej cenie. Złoty bowiem, oparty statutowo o złoto i waluty obce, nie może na dłuższą metę, przy braku inflacji na cele skarbowe, spadać nieustannie. Tego dowodzą dzieje kryzysu we wszystkich innych krajach, więc i my nie będziemy mogli być pod tym względem wyjątkiem.

Zdaje się przeto, że o ile u nas mniej jest dziś wyraźnych bankructw z powodu kryzysu, jaki przeżywamy, niż bywało gdzie indziej i niż było rok temu w Niemczech, to za to nie braknie nam takich, którzy się poczują zrujnowani przez to, że w czasie, gdy kry­zys będzie się miał ku końcowi, będą musieli ponieść znaczne straty na poprzednio dokonywanych przez nich transakcjach dolarami. Również i ci, którzy nabywają dolary, by dawać pożyczki, w efektywnych dolarach na procent, stracą na tym znacznie, gdy otrzymają za pożyczone dolary mniej złotych, niż dziś wydali na ich kupno. Najlepiej zaś wyjdą Ci, którzy złote lokować będą w towarze, który dziś jest u nas w Pol­sce już znacznie tańszy (licząc w złocie), niż za­granicą. Przyczynią się oni przy tym do tak potrzebne­go ożywienia gospodarczego.

Kryzys ma bardzo wiele podobieństwa do procesu gorączki w organizmie ludzkim. Najtrudniej przenosi tę chorobę organizm świeży. Gdy przy tym usposobienie chorego jest skłonne do przesadnej pobudliwości, go­rączka tym silniej daje się we znaki. Ale przy procesie gorączki wytwarzają się siły, uodporniające organizm na jego dolegliwości. Te procesy i w naszym organizmie społecznym się odbywają. Towary dziś u nas stosun­kowo są tańsze, niż obca waluta. To najlepszy dowód, ze kryzys przetrwamy i opanujemy nasze wady życia gospodarczego i życia ogólnego, które do wywołania kryzysu się przyczyniły.

Przedruk za:

Władysław Grabski, O własnych siłach. Zbiór artykułów na czasie, Warszawa-Kraków-Lublin-Łódź-Paryż-Wilno-Zakopane, 1926

Władysław Grabski (1874-1938) - ekonomista, polityk, jedna z czołowych postaci ruchu narodowo-demokratycznego. Urodził się 7 lipca 1874 r. w Borowie nad Bzurą. Ukończył gimnazjum w Warszawie, poczym wyjechał na studia do Paryża (Wydział Ogólny Szkoły Nauk Politycznych 1892-1894, historia na Sorbonie 1893-1895). Naukę kontynuował na uniwersytecie w Halle (studia rolnicze), ale śmierć ojca i konieczność zajęcia się (z powodzeniem) rodzimym majątkiem zmusiły go do ich przerwania. Na początku XX w. Grabski prowadził aktywną działalność wśród chłopów, za co został w 1905 r. aresztowany. W owym czasie był już związany z Narodową Demokracją, z której ramienia trzykrotnie zasiadał w Dumie (1906-1912). W czasie wojny wszedł w skład zainicjowanego przez endecję Komitetu Narodowego Polskiego. W październiku 1918 r. po raz pierwszy został ministrem (rolnictwa) w niepodległej Polsce, ale gabinet Józefa Świerzyńskiego, w składzie którego się znalazł, przetrwał ledwie 13 dni. W 1919 r. został posłem na Sejm z ramienia Związku Ludowo-Narodowego. W 1920 r. był przez miesiąc premierem (23 czerwca-24 lipca). W grudniu 1923 r. ponownie został premierem rządu, kierując zarazem resortem skarbu. Przeprowadził wówczas reformę finansów publicznych: doprowadził m.in. do powstania Banku Polskiego i zastąpienia marki złotym. Rząd Grabskiego podał się do dymisji w listopadzie 1925 r. po tzw. wojnie celnej z Niemcami. Wspomnienia z czasów służby publicznej zawarł w książce "Dwa lata pracy u podstaw państwowości naszej" (1927). W 1926 r. został rektorem SGGW, zaś w 1936 doprowadził do powstania Instytutu Socjologii Wsi, którym kierował do śmierci. Zmarł 1 marca 1938 r. w Warszawie. Bratem Władysława Grabskiego był Stanisław Grabski, inna wpływowa osobistość ruchu narodowo-demokratycznego.

Strona poświęcona autorowi: 
http://www.polskietradycje.pl/authors.php?author=92

 


Start Klasycy o wolnym rynku i roli państwa w gospodarce Władysław Grabski "Nasz kryzys obecny a dawniejsze kryzysy światowe"