SPORY O KAPITALIZM

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki
Start Przegląd prasy i Internetu Eksperci Cato Institute: amerykański bałagan podatkowy

Eksperci Cato Institute: amerykański bałagan podatkowy

Email Drukuj PDF

W ostatnich dniach eksperci Instytutu Katona opublikowali szereg krótkich analiz i komentarzy dotyczących obecnego stanu amerykańskich podatków, zwłaszcza zmian w tzw. kodzie podatkowym (ang. tax code).

W pierwszej kolejności Chris Edwards zwraca uwagę, iż podczas gdy prezydent Obama prowadzi kampanię na rzecz płacenia większych podatków przez bogatszą cześć Amerykanów, zdecydowana większość amerykańskiego społeczeństwa musi „zmierzyć się” z olbrzymim i skomplikowanym systemem podatkowym.

Z danych podawanych przez Edwarda wynika, iż obecnie istnieje ponad 500 form podatkowych (ang. IRS tax form) a całkowita ilość przepisów podatkowych zajmuje ponad 73 tys. stron. Co więcej przepisy ciągle ulegają zmianie (w ciągu ostatniej dekady zanotowano ponad 4 tys. zmian w kodzie podatkowym), co wynika z nadmiernej aktywności Kongresu i Departamentu Skarbu. W rezultacie, to wszystko powoduje podatkową niestabilność, negatywnie oddziaływującą na finansowe planowanie, inwestycje i inne podejmowane decyzje w sferze gospodarki i ekonomii.

Osobnym przejawem bałaganu podatkowego jest zachwianie równowagi względem równości wobec prawa. Edwards podaje, iż obecnie w gospodarstwach domowych z dochodem powyżej miliona dolarów średnia stawka podatku od dochodu wynosi około 25 proc., co stanowi blisko dwukrotnie więcej niż w przypadku gospodarstw domowych o średnim dochodzie (ang. middle-income). Równocześnie nawet osoby o podobnych zarobkach mogą płacić różne podatki (np. właściciele posesji w porównaniu do osób wynajmujących lokale), głównie ze względu na szereg ulg podatkowych.

Zdaniem Edwardsa za taki stan rzeczy w dużej mierze odpowiada inżynieria społeczeństwa dokonywana przez część polityków, którzy albo przynależą do grupy walczącej z nierównościami klasowymi, albo subsydiami. Innymi słowy, w pierwszym przypadku politycy dążą do „karania” osób o wysokich zarobkach poprzez skomplikowane przepisy i klauzule (np. alternatywny podatek minimalny) przy jednoczesnym dofinansowywaniu osób o niskim poziomie dochodu. W drugim przypadku politycy walczą o specjalne ulgi podatkowe działające na korzyść np. przedsiębiorstw i pewnych rodzajów rodzin. W efekcie jak podkreśla ekspert Cato Institute „na koniec wszyscy jesteśmy przegranymi tego politycznego aktywizmu, ponieważ złożoność kodu podatkowego marnuje nasz czas i redukuje wzrost gospodarczy”.

Również Daniel J. Mitchell przedstawia argumenty, wedle których podnoszenie podatków dla najbogatszych Amerykanów nie wpłynie korzystnie na gospodarkę. Jego zdaniem dotychczasowe próby Baracka Obamy (m.in. tzw. reguła Buffeta, wyższa stawka podatku dochodowego, podwójne opodatkowanie dywidend i zysków kapitałowych) nie rozwiążą problemu, gdyż bogatsza część społeczeństwa znajdzie sposoby do ominięcia nowych przepisów działających na ich niekorzyść (np. poprzez inwestycje w wolne od podatku obligacje municypalne, albo energię odnawialną).

Równocześnie likwidacja luk prawnych przy zachowaniu lub podwyższeniu podatków, jest jego zdaniem bez sensu, gdyż jak przekonuje „kod podatkowy kara zysk kapitałowy poprzez wyższe stawki, co również podnosi koszty oszczędzania i inwestycji w porównaniu do konsumpcji”. Mówiąc inaczej, praca, produkcja, oszczędności i inwestycje są podstawą przychodu państwa, dlatego nakładanie na nie wyższych podatków działa, w opinii Mitchella, negatywnie na gospodarkę.

Jego zdaniem potwierdza to fakt, iż dla osób z dochodem brutto powyżej miliona dolarów wynagrodzenie i pensje stanowią tylko 33 proc. całości, a dla osób zarabiających ponad 10 milionów dolarów wskaźnik ten wynosi 19 procent. Co więcej, patrząc z historycznej perspektywy okazuje się, że w 1980 r., gdy najwyższa stawka podatkowa wynosiła 70 proc. obejmując osoby z dochodem powyżej 200 tys. dolarów, najbogatsi Amerykanie mieli, wedle obliczeń Urzędu Skarbowego, oddać do budżetu 36 miliardów dolarów. W praktyce wpłynęło tylko 19 miliardów. Dla porównania Mitchell pokazuje, iż po obniżce podatków przez Ronalda Reagana do poziomu 28 proc. w roku 1988 dochody do budżetu wyniosły 99 miliardów dolarów, co stanowiło pięciokrotnie więcej niż przychody z podatku od osób najbiedniejszych. Zaznacza on przy tym, że na wzrost ten wpłynęło wiele innych czynników i nie wiadomo w jakim stopniu obniżka podatków wpłynęła na zwiększenie przychodów federalnych, niemniej jego zdaniem, jest oczywiste, iż przy niższych podatkach bogatsi płacą więcej.

Zarówno dla Edwarda, jak i Mitchella najlepszym rozwiązaniem, likwidującym luki prawne, zmniejszającym ilość obecnie obowiązujących ulg podatkowych co najważniejsze obniżającym podatki, byłoby wprowadzenie podatku liniowego, co za rządów administracji Baracka Obamy jest niemożliwe, gdyż prowadzi on dokładnie odwrotną politykę podatkową.

Źródła:

http://www.cato.org/publications/commentary/why-high-taxes-will-never-soak-rich

http://www.cato.org/publications/commentary/taxcode-mess

Źródło: Sebastian Górka

 


Start Przegląd prasy i Internetu Eksperci Cato Institute: amerykański bałagan podatkowy