SPORY O KAPITALIZM

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki
Start Przegląd prasy i Internetu Kryzys oddziałuje na politykę na świecie

Kryzys oddziałuje na politykę na świecie

Email Drukuj PDF

Kryzys gospodarczy daje się we znaki decydentom na całym świecie. Zagraża programowi Baracka Obamy, utrudnia zwrot energetyczny w Niemczech. Z kolei Chiny zdają się iść na przekór tym trendom i rezygnują z dawania gospodarce palmy pierwszeństwa w swojej polityce.

Eksperci oceniają, że druga debata prezydencka to sukces Baracka Obamy. Nie twierdzą jednak, że na pewno da on obecnemu prezydentowi USA zwycięstwo w wyborach, w których jego rywalem będzie republikanin Mitt Romney. Według sondażu CNN wystąpienie Obamy spodobało się 46 procentom widzów a Romneya 39 procent. Do wyborów zostały jeszcze trzy tygodnie[1]. Debata dotyczyła kwestii gospodarczych, głównie transportu i energetyki. Pomimo udanego wystąpienia prezydenta reprezentującego partię demokratyczną konserwatyści z Heritage Foundation nie mają wątpliwości, że liberalizm (w znaczeniu anglosaskim oznaczający to samo co w kontynentalnym socliberalizm lub socjaldemokrację) przeżywa obecnie kryzys. Dr Charles R. Kesler analizuje politykę Obamy właśnie pod tym kątem.

Publicysta zarzuca prezydentowi silną inklinację lewicową z młodości i podejrzane powiązania z marksistami lat 80-tych. Uważa, że Obama jest dzieckiem czwartej fali liberalizmu, która zalała Amerykę w latach 60-tych. Prezydent zmaga się obecnie z próbą pogodzenia autorytetu państwa z jednej strony i imperatywu wiecznego poszerzania wolności osobistej obywateli. To ten rodzaj „nadszarpniętego liberalizmu” kieruje, zdaniem Keslera, działaniami rezydenta Białego Domu. Nie jest on ani „zagorzałym postępowcem” ani „postmodernistą”. Nie czuje jednak związku z przeszłością i wybiera ciągłą drogę naprzód. Publicysta twierdzi, że jest to skutek liberalnego szkolnictwa oddziałującego mocno na młodego Baracka. Stąd też bierze się oderwana od przeszłości polityka „tworzenia historii” i hasło „yes, we can”, którego głębszym znaczeniem ma być: „swoimi czynami ukształtujemy rzeczywistość”. Obama odrzuca powrót do praktyk z przeszłości a zatem naukę na błędach z historii. Kesler przywołuje na poparcie tej tezy szereg cytatów. To dlatego Obama nie jest w stanie umiejętnie odpowiedzieć na kryzys. Odmawia czerpania nauki z przeszłości, a zdaniem publicysty Heritage Foundation, to tam leży odpowiedź na wyzwania obecnego kryzysu gospodarczego. Jest on jednocześnie kryzysem myśli liberalnej i skłania coraz większą część amerykańskiego społeczeństwa do powrotu do mniej idealistycznej, ale racjonalnej, konserwatywnej myśli o gospodarce. Tu nie ma miejsca dla welfare state i zideologizowanych, drogich programów społecznych. Zdaniem Keslera, Barack Obama nie jest w stanie znaleźć w tej sytuacji żadnej riposty na gruncie liberalnym. Z tego powodu, pomimo udanej debaty, jego program jest i tak skazany na porażkę – bez względu na wynik wyborów prezydenckich[2].

Kryzys uderza także w idealizm Niemców. Są oni zmuszeni do subwencjonowania Odnawialnych Źródeł Energii na mocy zwrotu w polityce energetycznej RFN podyktowanego przez kanclerz Angelę Merkel po katastrofie jądrowej w Fukushimie. Okazuje się jednak, że koszta subwencji rosną a możliwości ekonomiczne społeczeństwa się kurczą. „Berliner Morgenpost” pisze, że „przełom energetyczny pada ofiarą swego własnego sukcesu. Ponieważ rozbudowa produkcji prądu z odnawialnych źródeł: słońca, wiatru i biogazu, postępuje coraz szybciej, także rachunki za prąd są coraz wyższe”. „Prawie żadnego z sąsiadów Niemiec nie jest stać na tak radykalne odejście od energetyki atomowej, a dostawcy energii w Europie są spokojni, że inne kraje nie podejmują tak karkołomnych działań jak Niemcy” – komentuje dziennikarz „Frankfurter Allgemeine Zeitung”[3]. Abstrahując od tego, czy zwrot jest spowodowany przez ideologię, czy pragmatykę, kosztuje Niemców coraz więcej. Ci, zasypujący już od jakiegoś czasu czarną dziurę greckiego budżetu, nie są chętni do dalszych poświęceń. Sytuację stabilizuje już chyba jedynie silne przywództwo kanclerz Angeli Merkel, która niedawno złożyła twardą deklarację w sprawie tego śródziemnomorskiego kraju: „Chcemy, aby Grecja pozostała w strefie euro, ale nie sfinalizowaliśmy jeszcze naszych działań” – cytuje niemiecką polityk „Deutsche Welle”. Poparł ją minister finansów Wolfgang Schauble stwierdzając, że „nie ma mowy, aby Grecja zbankrutowała[4]”. Czy jest w takim razie mowa o bankructwie RFN, które nie może przecież w nieskończoność drukować euro na te wszystkie wydatki?

Pomimo kryzysu, nawet największym z graczy brakuje racjonalności. Zdaniem Davida Denoona z „The National Interest” Chiny ściągają gospodarkę z piedestału i zaczynają forsować „asertywną” politykę zagraniczną, która zagraża interesom ekonomicznym regionu Azji i Pacyfiku. Pojawiające się coraz większe spięcia z Japonią o wyspy Senkaku/Diaoyu, spory o Wyspy Spratly na Morzu Południowochińskim i nie malejące napięcie wokół obszaru spornego z Indiami zagrażają stabilności ekonomicznej regionu. Denoon uważa, że jest to zmiana trendu, a nie tylko zaszłość historyczna, jak chcieliby to obrazować sympatycy Państwa Środka. Jego zdaniem potwierdzają to agresywne posunięcia względem Wietnamu i Filipin oraz rosnąca aktywność chińskiej floty w obszarach granicznych, z naruszaniem terytorium włącznie. W obliczu zbliżającego się zakończenia dwudziestoletniego cyklu obecnego systemu władzy i nadejścia następnego (to chiński wynalazek pozwalający na okresowe odświeżenie kadr), publicysta wróży nadchodzącą dominację twardej, nacjonalistycznej linii w Pekinie. „Wielu przedstawicieli władz naprawdę wierzy, ze wyspy Senkaku i całe Morze Południowochińske należą do Chin” – pisze Amerykanin. Podobnie niepokojące jest jego zdaniem wycofanie chińskich banków państwowych z obrad Banku Światowego i Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Do tej pory nie pojawiło się oficjalne wytłumaczenie takiego ruchu. Według Denoona Chiny zrezygnowały ze stawiania gospodarki jako podstawowej wartości w swojej polityce. Zaangażowały się za to w spór wokół Syrii i Iranu w Radzie Bezpieczeństwa ONZ i blokują jakiekolwiek rozstrzygnięcie sporów na Morzu Południowochińskim na arenie ASEAN. Podjęły także działania ofensywne w cyberprzestrzeni. Amerykanie nie mogą co prawda udowodnić, że ataki z terytorium Chin zostały zakomenderowane przez Pekin, ale ich intensywność niezmiennie rośnie. Jednocześnie giganci IT z Państwa Środka – Huawei i ZTE – stały się obiektem podejrzeń House Intelligence Commitee ze względu na brak transparentności. Denoon twierdzi, że są one kolejnymi narzędziami nowej, agresywnej polityki Chin. Jego zdaniem to czas, by Waszyngton postawił Państwo Środka przed wyborem – albo rozwijamy razem azjatycki rynek z korzyścią dla wszystkich albo brniemy w konflikty które powodujecie[5].

Obecny kryzys gospodarczy na świecie to trudny czas dla ideologów. Nie przestają oni jednak wpływać na politykę USA, Niemiec i Chin. Należy się spodziewać kolejnych odsłon ich walki z konserwatystami o rząd dusz. Dotknięte problemami ekonomicznymi społeczeństwa będzie coraz trudniej przekonać do głoszonych przez nich liberalnych (socjalistycznych) idei.

 


[1] http://polish.ruvr.ru/2012_10_17/Obama-Romney-dyskusja/

[2] http://www.heritage.org/research/reports/2012/10/barack-obama-and-the-crisis-of-liberalism

[3] http://www.dw.de/prze%C5%82om-energetyczny-pada-ofiar%C4%85-swego-w%C5%82asnego-sukcesu/a-16308337-1

[4] http://www.dw.de/merkel-o-grecji-nie-ma-mowy-o-tym-by-sytuacja-wymkn%C4%99%C5%82a-si%C4%99-spod-kontroli/a-16307133-1

[5] http://nationalinterest.org/commentary/china-stops-putting-economics-first-7597?page=1

 


Start Przegląd prasy i Internetu Kryzys oddziałuje na politykę na świecie