SPORY O KAPITALIZM

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki
Start Przegląd prasy i Internetu Charles R. Kesler (Heritage Foundation): Barack Obama i kryzys liberalizmu

Charles R. Kesler (Heritage Foundation): Barack Obama i kryzys liberalizmu

Email Drukuj PDF

Charles R. Kesler przedstawił na stronie internetowej Heritage Foundation analizę myśli politycznej obecnego prezydenta Stanów Zjednoczonych. Odniósł się zarazem do zjawiska jak uważa zmierzchu liberalizmu w wydaniu amerykańskim (wg europejskich kategorii bliższego socjaldemokracji, czy wg innej typologii lewicowemu liberalizmowi kulturowemu i politycznemu, niż klasycznemu liberalizmowi gospodarczemu). W obliczu kryzysu ekonomicznego wiele dotąd chętnie podnoszonych jego haseł nie ma już bowiem zastosowania. Liberalizm – jak przewiduje Kesler – albo się przekształci, albo zupełnie skończy. Analiza myśli politycznej Baracka Obamy dowodzi jednak, że mimo implementowania założeń liberalizmu prezydent nie rozumie ich krótkowzroczności.

Barack Obama był uznawany za najbardziej liberalnego członka Senatu Stanów Zjednoczonych kiedy ubiegał się o prezydenturę w 2008 roku. Tytuł ten nadał mu "National Journal", oceniający polityków według ich głosów w kwestiach ekonomicznych, społecznych i polityki zagranicznej.  Aby wyjaśnić co właściwie oznacza dzisiaj bycie liberałem, należy najpierw – zdaniem Keslera –prześledzić historię rozwoju liberalizmu. Autor określa jego sukcesy jako kolejne fale liberalizmu. Wiek XX został określony przez Toma Silvera jako "stulecie liberalne". Konserwatyzm pojawił się w USA  jako świadomy ruch intelektualny dopiero w latach 50. i nie odniósł znaczących sukcesów do lat 80. Natomiast „liberalna burza” – jak określa go Kesler – zbierała się już od lat 1880-tych, by oddziałać silnie na kraj w drugiej dekadzie XX wieku. Doprowadziła zatem do znaczących zmian w amerykańskiej polityce na długo przed narodzinami konserwatyzmu. Współczesny liberalizm rozprzestrzeniał się w trzech potężnych falach, przerywanych wojnami. W uproszczeniu – wskazuje Kesler – można je nazwać liberalizmem politycznym, liberalizmem ekonomicznym i liberalizmem kulturalnym, prowadzącym do wykształcenia się polityki postępu, polityki uprawnień i polityki znaczeń. Odzwierciedlały je hasła New Freedom, New Deal i Great Society.

Pierwszą i najbardziej dezorientującą falą był polityczny liberalizm, który zaczął się jako krytyka Konstytucji amerykańskiej i jej moralnych przesłanek. Moralność ta propagowana przez Thomasa Jeffersona (doktryna praw naturalnych) i Abrahama Lincolna, została oparta na założeniu, że natura ludzka jest niezmienna. Natomiast jednym z założeń liberalizmu był rozwój natury ludzkiej i dążenie do perfekcji. Tak zwane prawa naturalne były rzeczywistymi prawami historycznymi lub przypisanymi, ewoluującymi w stronę prawdy. XVIII-wieczna Konstytucja, której podstawą było połączenie natury ludzkiej ze statycznymi prawami nie mieściła się w ramach nowych poglądów. Niestabilna mieszanka społecznego darwinizmu, niemieckiego idealizmu i angielskiego historycyzmu doprowadziła do budowy nowego porządku, którego jedynym celem było spełnienie duchowe. Druga fala liberalizmu była głównie doktryną społeczno-ekonomiczną. Próbowała także połączyć stare prawo z nowym. Zamiast praw pochodzących od jednostki, New Deal zakładał, że indywidualizm pochodzi od nowego rodzaju praw stworzonych przez państwo. Nowe nadane prawa miały przypominać prawa jednostki, w rzeczywistości obejmowały jednak całe grupy. Trzecia fala liberalizmu, nazwana kulturalną, pojawiła się w latach 60. Doktryna The Great Society zakładała, że rząd musi zapewnić Amerykanom niezbędne środki do życia w wolności. Liberałowie stracili jednak wiarę w to, że państwo mogłoby kiedykolwiek zapewnić pełny rozwój osobowy i spełnienie duchowe.

Założenia programowe administracji Obamy odzwierciedlają jego liberalne poglądy. Prezydent zasadniczo wprowadził Amerykę na skraj czwartej fali politycznej i społecznej transformacji. Jednak Obama nie zdołał utrzymać niezwykłej więzi z wyborcami opartej na nowej filozofii politycznej i przekonaniu o możliwości zmian. Obywatele przestali wierzyć w obiecywane im cztery lata temu  cuda. W przeciwieństwie do swoich liberalnych poprzedników, Obama kwestionuje wyjątkowość Ameryki. Kesler stawia tezę, że prezydentowi brakuje zarówno dumy obywatela jak i wdzięczności imigranta. Z drugiej wszakże strony, to, co uczynił z reformą służby zdrowia, w oczach liberałów daje mu miejsce wśród najbardziej zasłużonych ich zdaniem liberalnych prezydentów - Woodrowa Wilsona, Franklina D. Roosevelta i  Lyndona B. Johnsona.

Interesującą cechą Obamy – który w opinii Keslera nie jest ani tradycyjnym progresistą, ani radykalnym postmodernistą – jest to, jak sobie radzi ze sprzecznościami własnych poglądów. Wierzy w zmianę i jej utożsamienie z poprawą, w cel i kierunek historii i w rolę przywódcy w zaprowadzeniu społecznej równości i sprawiedliwości. Pozostaje jednak sceptyczny wobec tezy o jednoznaczności postępu historycznego i triumfu sprawiedliwości. Skłania się ku założeniom ruchu społecznego, który utrzymuje, że sami tworzymy historię. Jednak budzi to wątpliwości. Skoro człowiek sam tworzy historię, a historia moralność, to oznacza to, że sami tworzymy moralność. Obama nigdy nie przyjął możliwego wytłumaczenia tego paradoksu – uznania historii za niezmienną podstawę naszych zmiennych doświadczeń, moralności i polityki.

Według Keslera główne hasło kampanii prezydenckiej "Yes, we can" sprowadzało się do umocnienia prawa jednostki do autonomii i definiowania moralności. Obama odnosi to hasło zarówno do imigrantów, zachodnich pionierów, feminizmu, programu NASA, leczeniu narodu jak i naprawiania świata. W 2007 roku Obama stwierdził także, że geniusz założycieli USA polegał na stworzeniu systemu rządów, który można zmienić. Tworzenie historii w tym ujęciu oparte jest na ciągłej zmianie. Jednocześnie powrót do przeszłości jest dla Obamy uwstecznieniem.

Mocną stroną prezydenta jako pisarza jest opowiadanie historii. W swojej książce "Audacity of Hope" przedstawia historię Ameryki mając na celu stworzenie nowego obrazu państwa. W rozdziale opisującym wartości leżące u podstaw amerykańskiego państwa, wskazuje na XVIII-wieczną republikańską myśl polityczną. Jednak Charles Kesler krytykuje to podejście, upatrując podstaw polityczności amerykańskiej w uniwersalnych wartościach, nieprzypisanych do konkretnej epoki historycznej.

Obama miesza ze sobą dwie tendencje: indywidualizm i jedność. Odnosi się przy tym do "jednej amerykańskiej rodziny". Tym samym za oczywisty cel stawia społeczną i ekonomiczną sprawiedliwość. Według prezydenta społeczeństwo powinno zapewnić środki finansowe każdemu pracownikowi, studentowi i emerytowi. Jednak obietnice Obamy są czysto utopijne. Liberalni magicy – podkreśla Kesler – nie mogą przekształcić potrzeb w pragnienia i pragnień w prawa. Uparcie do tego dążą, rozwijając coraz bardziej system opieki społecznej.

Myśl polityczna Obamy jest zatem pełna sprzeczności. Najpierw stwierdza, że jedyną prawdą absolutną jest brak prawdy absolutnej. Następnie twierdzi, że prawdy absolutne są źródłem wszelkich ekstremizmów. Konkluzją wywodu prezydenta jest stwierdzenie, że powinniśmy podążać za własną prawdą absolutną tylko pod warunkiem rozumienia konsekwencji. Każde z tych zdań – twierdzi Kesler – zaprzecza poprzedniemu.

Przez większość poprzedniego stulecia liberalizm używał relatywizmu jako argumentu przeciwko konserwatyzmowi. Woodrow Wilson i jego następcy twierdzili, że porządek konstytucyjny był subiektywną formą praw, która chroniła narodową moralność. Autor zauważa jednak, że prawo i moralność zazwyczaj odzwierciedlają poziom rozwoju społeczeństwa. Niezgodność z potrzebami społeczeństwa wywoływała kryzysy, np. w 1960 roku. Szczególnie młodsza część narodu wyrażała sprzeciw wobec ogromu biedy, nierówności rasowej, wojny w Wietnamie, groźbie użycia broni nuklearnej. Zagrożenie, jakie stwarza liberalizm, polega na obiecywaniu wszystkiego, czego w danym momencie pragnie społeczeństwo.

Zdaniem Keslera współczesny liberalizm jest coraz bardziej przestarzały. Powtarza te same błędy i przedstawia niemożliwe do spełnienia obietnice. Jedynym czynnikiem przywracającym go do życia jest aktywna agitacja Obamy. Jednak nawet prezydent nie odniesie liberalnego sukcesu w 2012 roku. By wygrać wybory, będzie musiał wrócić do prozy, nie poezji. Jest on pierwszym liberałem, który przyznał, że nawet kapitalizm nie jest w stanie zapłacić za wszystkie obiecane prawa społeczne. Interesujące jest także rozwiązanie problemu upadającego systemu opieki zdrowotnej – do dwóch bankrutujących instytucji medycznych dodano trzecią. Liberalna odpowiedź na każdy problem społeczny zawiera się w formule większych wydatków zamiast reorganizacji. W efekcie opieka lekarska pochłania całe rezerwy federalne. Reszta departamentów musi zostać opłacona z kredytów.

Jedynym środkiem na uzyskanie większych rezerw federalnych bez dokonania reorganizacji jest  wysokie opodatkowanie klasy średniej, na co nigdy nie zdecyduje się żaden prezydent. Liberalizm i ochrona społeczna mogą więc przetrwać tylko pod warunkiem zmian strukturalnych. Analizując jednak plan Obamy widać, że do tego nie dojdzie. Prawdopodobnym zatem kierunkiem politycznym jest powrót do konserwatyzmu.  Polegałby on na przekazaniu większej części władzy instytucjom lokalnym, zrównaniu wszystkich dziedzin budżetu pod względem zasad finansowania i zasadniczej zmianie funkcji państwa – odejściu od wypełniania społeczno-ekonomicznych "praw" na rzecz pomocy jedynie najbardziej potrzebującym. Prezydent przewodzi zatem umierającej myśli liberalnej podwajając koszty utrzymania rządu. Zwiastuje to kryzys – konkluduje Kesler – na który odpowiedzią zapewne stanie się konserwatyzm.

Źródło: http://www.heritage.org/research/reports/2012/10/barack-obama-and-the-crisis-of-liberalism

Opracowanie: Natalia Wojtowicz

 


Start Przegląd prasy i Internetu Charles R. Kesler (Heritage Foundation): Barack Obama i kryzys liberalizmu