SPORY O KAPITALIZM

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki
Start Przegląd prasy i Internetu Daniel Ikenson (Cato Institute): Czy zwolennicy wolnego handlu powinni wspierać umowy o wolnym handlu?

Daniel Ikenson (Cato Institute): Czy zwolennicy wolnego handlu powinni wspierać umowy o wolnym handlu?

Email Drukuj PDF

Daniel Ikenson, dyrektor Cato’s Herbert A. Stiefel Center for Trade Policy Studies, w analizie opublikowanej na stronie internetowej Cato Institute, odpowiada na pytanie, czy zwolennicy wolnego handlu powinni wspierać umowy o wolnym handlu?

Przede wszystkim w swoim artykule Ikenson podkreśla, że prawdziwi „wolno-handlowcy”, opowiadając się za zniesieniem wszelkich barier, kierują się korzyściami jakie przyniesie im import, nie zaś stratami spowodowanymi brakiem exportu. I tak, natychmiastowe korzyści są mierzone wartością importu, którą można kupić za daną jednostkę eksportu. W dalszej perspektywie, wolny rynek jest niezbędny dla dobrobytu, a wolny handel jest rozszerzeniem wolnego rynku ponad granicami politycznymi. Wolny handel przynosi korzyści konsumentom i podatnikom w postaci niższych cen, większego wyboru i lepszej jakości towarów i usług, pozwala przedsiębiorstwom i pracownikom czerpać korzyści z innowacyjności i specjalizacji. Innymi słowy, wolny rynek jest wyrazem ludzkiej wolności, pozwala ludziom dokonywać transakcji, jak chcą, kiedy chcą, z kim chcą, bez polityków i biurokratów.

O wiele trudniej jest za to zdefiniować kim są tak naprawdę zwolennicy wolnego handlu. Zdaniem Ikensona definicja zwolennika wolnego handlu została na tyle rozszerzona, że pod tym szyldem znajduje się m.in. lobby biznesowe nastawione na handel i nastawieni na eksport merkantyliści. Z kolei definicja protekcjonizmu została zawężona tak znacząco, że osoby, które dawniej uchodziłyby za protekcjonistów, dziś określają się jako zwolennicy wolnego handlu „równych szans", albo „sprawiedliwego handlu”. Wszystko to sprawia, że dzisiejsza debata nie jest opisywana za pomocą prostej dychotomii wolny handel-protekcjonalizm. Zamiast tego są zwolennicy lub przeciwnicy wolnego handlu; ci, którzy wspierają wielkie korporacje, lub ci, którzy opowiadają się za pracownikami; ci, którzy twierdzą, że umowy o wolnym handlu są czymś dobrym, lub ci, którzy twierdzą dokładnie na odwrót. Co więcej, zdaniem Ikensona, w tak pojętym świecie binarnym nie ma miejsca na liczne niuanse.

Podobny problem dotyczy umów o wolnym handlu. Dla Ikensona z jednej strony niewątpliwie wpływają one na rozwój handlu, ale z drugiej strony tak naprawdę nie dotyczą wolnego handlu. Przeciwnie, w dużej mierze są to instytucje zarządzające handlem, oparte na założeniach, które są przekleństwem dla prawdziwych wolno-handlowców. Tylko na tym najbardziej podstawowym poziomie Ikenson wymienia zasadnicze różnice, które dotyczą relacji import-eksport, czy też relacji produkcja-konsumpcja. Oznacza to, że w wielu wypadkach umowy o wolnym handlu są labiryntem zasad, z których korzystają wybrani producenci, związki zawodowe, czy organizacje pozarządowe. Tymczasem w wolnym handlu chodzi właśnie o usunięcie tych barier i przeszkód tak, aby każdy mógł sam zdecydować, jak najlepiej wykorzystać dostępne zasoby.

Pytanie, jakie nasuwa się Ikensonowi, dotyczy stosunku zwolenników wolnego handlu do umów o wolnym handlu: czy ze względu na swe wady, należy im się przeciwstawiać, czy raczej należy je traktować jako niedoskonały środek w słusznym celu? Odpowiedź na tak postawione pytanie w pierwszej kolejności zależy od tego, czy przywiązujemy większą wagę do założeń, czy do efektu końcowego. W pierwszym przypadku, zgodnie z logiką, jaką kierują się „wolno-handlowcy”, cechy umów handlowych nie są zwykłymi niedociągnięciami, ale poważnymi błędami. Z kolei, jeśli ktoś dokonuje oceny z perspektywy rozwoju swobód gospodarczych, to jest bardziej skłonny wybaczyć wszelkie niedoskonałości i wspierać umowy handlowe. Niemniej w obu wypadkach ponownie „diabeł tkwi w szczegółach”.

Ikenson zwraca bowiem uwagę, że współcześnie umowy handlowe ingerują coraz bardziej w kwestie zarezerwowane dotychczas dla polityki wewnętrznej. Jako przykład podaje Partnerstwo Transpacyficzne (ang. Trans-Pacific Partnership), umowę o wolnym handlu, która zrzesza 12 krajów, zaś pod względem obrotów i udziału w produkcji światowej stanowi największą tego typu umowę na świecie. Poza oczywistymi korzyściami zapisy umowy regulują m.in. dostęp do rynku dla towarów, usług i produktów rolnych, reguły pochodzenia towarów, oraz inne zasady dotyczące ceł.  Co więcej, w ramach porozumienia reguluje się kwestie związane z politykami: konkurencji, rynku pracy, ochrony środowiska, inwestycyjną, zamówień publicznych, czy nawet własności intelektualnej.

Podsumowując, Ikenson stwierdza, że zwolennicy wolnego handlu powinni wspierać tylko te umowy, które rzeczywiście sprzyjają rozwojowi wolnego handlu i nie stanowią zbyt dużego ryzyka dla suwerenności kraju.

Źródło: http://www.cato.org/blog/should-free-traders-support-free-trade-agreements?utm_content=buffer02e1a&utm_medium=social&utm_source=twitter.com&utm_campaign=buffer

 


Start Przegląd prasy i Internetu Daniel Ikenson (Cato Institute): Czy zwolennicy wolnego handlu powinni wspierać umowy o wolnym handlu?