SPORY O KAPITALIZM

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki
Start Klasycy o wolnym rynku i roli państwa w gospodarce Fryderyk Skarbek, "O postępach przemysłów i bogactw narodowych"

Fryderyk Skarbek, "O postępach przemysłów i bogactw narodowych"

Email

Fryderyk hr. Skarbek, Gospodarstwo narodowe. Elementarne zasady gospodarstwa narodowego, tom II, Warszawa 1820, s. 59-88

Bogactwo każdego narodu zależy zawsze od kapitałów i pracy w rolnictwie, w rzemiosłach i w handlu użytych, lecz te trzy główne rodzaje przemysłu narodowego w rozmaitym porządku w narodach powstać i do przyspieszenia ich postępków ku bogactwu przykładać się mogą. Rolnictwo może wyprzedzić w postępkach rzemiosła i handel, te zaś mogą przeciwnie pierwszeństwo przed tamtym otrzymać i większą ilość pracy i kapitałów ku sobie zwrócić. Obok tak rozmaitego porządku, którego się przemysł narodów trzymać może, nie dziw, że się one tak znacznie między sobą co do postępków bogactw różnią.

Postęp ten jest skorszy i pewniejszy wtedy, gdy wszystko w zwyczajnej, czyli naturalnej zostaje kolei, to jest gdy usiłowania zwierzchniej władzy nie zmierzają do tego, aby tam więcej pracy i kapitałów zwrócić, gdzie taż władza największe upatruje korzyści. Postępek jest powolniejszy i mniej pewny, gdy szczególne okoliczności lub środki przez rząd użyte produkcyjnym siłom narodu przymuszony kierunek dają.

Podług naturalnego biegu rzeczy największa część kapitałów narodu, zaczynającego postępki ku zbogaceniu się czynić, nasamprzód uprawie rolniczej przeznaczoną bywa, następnie obraca się do rękodzieł, a na koniec do handlu zagranicznego.

To pierwszeństwo przez samą naturę rzeczy rolnictwu przyznane na dwóch wsparte jest powodach.

Naprzód, na koniecznej potrzebie posiadania dostatecznej żywności, którą samo tylko rolnictwo bezpośrednio wydaje, nim o tych artykułach wygody i zbytku pomyśleć przyjdzie, których rzemiosła i handel zagraniczny dostarczają. Te nawet dwa rodzaje przemysłu, które się zwykle w miastach mieszczą, tyle tylko utrzymać się mogą, ile im rolnicy żywności dostarczają, tak dalece, iżby powiedzieć można, że przemysł miejski od wiejskiego zależy.

Lubo by można stąd w ogólności wnosić, że miasta tyle tylko powstają, ile się ta część od potrzeb rolników zbywającej żywności coraz powiększa, z tym wszystkim zdarzać się może, że miasto niekoniecznie cały swój sposób utrzymania się z okolicy, a czasem nawet z kraju, do którego należy, ciągnie.

Po wtóre, zależy to pierwszeństwo rolnictwu przyznane na wrodzonej skłonności ludzi ku temu, co widoki większej pewności korzyści, większej przyjemności i wolności podaje, przymioty, które rolnictwo w wyższym stopniu aniżeli rzemiosła i handel posiada. Rolnik cały swój majątek i skutek usiłowań własnych nieustannie pod swoim ma okiem, sam i bezpośrednio nim zawiadywać może, więcej od siebie samego zależy, aniżeli fabrykant i kupiec, który nie tylko niebezpieczeństwom żeglugi i nawałnicom, lecz i nieświadomości, i niesprawiedliwości ludzkiej majątek swój powierzać musi; zwłaszcza gdy w odległych krainach odbytu na towary swoje szuka, w których ani sposobu myślenia ludzi, ani stanu ich majątku nie zna. Kapitał zaś uprawie ziemi poświęcony najlepszą rękojmię w jej urodzajności znajduje, na mniejszą jak we wszystkich innych przemysłach wystawiony jest niepewność powodzenia i, w ogólności mówiąc, tyle w rolnictwie bezpieczeństwa posiada, ile tylko natura rzeczy ludzkich podać mu go może.

Prócz tego przyjemność wiejskiego życia, spokojność i pewien stopień niepodległości, co zawsze życzeń ludzkich jest celem, tyle w sobie ponęt zawierają, że przy równych korzyściach każdy chętniej kapitały i pracę swoją rolniczemu aniżeli wszelkiemu innemu poświęci przemysłowi, i z tego z pewnością wnosić można, że gdyby zawsze rzeczy ludzkie w naturalnym zostawione były toku, natenczas by miasta tylko w miarę postępków rolnictwa powstać i kwitnąć mogły.

Po rolnictwie zajmują rzemiosła i handel wewnętrzny drugie miejsce w naturalnym postępie oświaty i bogactw narodów. Przemysł rolniczy bez pomocy niektórych rzemiosł, a szczególniej bez zamiany od potrzeb własnych zbywających płodów na fabrykaty, co rolnikom mieszkania, odzieży i narzędzi dostarczają, żadnych postępków czynić by nie mógł. Przy ustanowieniu podziału pracy, w początkach towarzyskiego życia ludów, osiadają obok rolników rzemieślnicy, których pomoc niezbędnie potrzebną dla nich się staje. Następnie łączą się do nich tacy, którzy ułatwiając im zamianę zobopólnie wydawanych produktów, pozwalają jednym jak drugim bez przerwy właściwym oddawać się zatrudnieniom. Tym sposobem powstają miasta i wzajemną ze wsiami utrzymują się pomocą. Miasta ciągną ze wsi materiały surowe i żywność, wsie zaś dostają za nie gotowe fabrykaty z miast w zamianie.

Lecz w ustaleniu i w postępkach tych wzajemnych związków, rolnictwo zawsze by miejski przemysł poprzedzać powinno. Ilość albowiem fabrykatów, którą mieszkańcy miast rolnikom sprzedać mogą, zależy koniecznie od ilości żywności i materiałów surowych, którą w zamianie za też produkty od nich dostać mogą. Podług tego tyle tylko utrzymać i płodną pracą zająć się potrafią, ile tamci produktów przez nich przerobionych żądać będą, a żądanie to nie może się powiększać [jak] tylko w miarę, że się uprawa gruntów rozprzestrzenia i udoskonala. Gdyby nie instytucje ludzkie, które wstrzymały i odwróciły naturalny bieg rzeczy, nigdy by miasta wzrostem i bogactwem wiejskiego nie były wyprzedziły przemysłu i zawsze by tylko jako skutek udoskonaleń i postępków jego do kwitnącego dochodziły były stanu.

Doświadczenie przychodzi w tej mierze na wsparcie teorii. W tych częściach Ameryki Północnej, gdzie jeszcze nieuprawne znajdują się grunta, nie obraca rękodzielnik uzbieranych kapitałów na założenie rękodzielni, w której kosztowny i obszerny odbyt mające fabrykaty wyrabiane być mają, lecz używa ich na zakupienie i na uprawy odłogiem leżących gruntów. Tam rzemieślnik zamienia się w rolnika i pomimo wysokich zarobków robotnikom wszelkiego rodzaju w tym kraju opłacanych woli zawsze dla siebie samego aniżeli dla innych pracować. Czuje on to albowiem nadto dobrze, że rzemieślnik sługą jest tego, kto jego pracę najmuje lub co od niego fabrykaty kupuje, a rolnik zaś, co własną uprawia ziemię i za pomocą pracy własnym dogadza potrzebom, najwłaściwiej niepodległym zwać się może panem.

Jeżeli zaś rzemieślnik uzbierane przez siebie i potrzeby właściwego sobie rzemiosła przechodzące kapitały, dla jakichkolwiek bądź przyczyn, nabyciu własności gruntowej lub uprawie rolniczej poświęcić nie może, natenczas starać się będzie użyć ich w takim przemyśle krajowym, który mu łatwość zwrotu i największą pewność zysku poda. Takie kapitały umieszczone bywają w fabrykacji towarów powszechnie żądanych lub w handlu wewnętrznym dlatego, że po rolnictwie też przemysły największą pewność użytym w nich kapitałom podają.

Przy zupełnej wolności wyboru, użycie kapitałów w rzemiosłach i w wewnętrznym handlu, z powodu większej pewności, przy jednakowych zyskach pierwszeństwo przed użyciem ich w handlu zagranicznym znajduje. Równie jak kapitał rolnictwu poświęcony pewniejszym jest, jak kapitał w rzemiosłach użyty, tak też ten ostatni pod względem pewności pierwszeństwo przed kapitałem w handlu zagranicznym użytym znajduje. Naczelnik bowiem rękodzielni więcej jeszcze pod własnym ma dozorem i zawiadywaniem kapitały swoje, jak kupiec, który tyle tylko zysku ciągnie, ile kapitał jego opodal od niego korzystnie jest użyty.

W każdym wprawdzie stopniu oświaty i bogactw narodu musi być pewna część bądź surowych materiałów, bądź też fabrykatów, od potrzeb krajowych zostająca za granicę wyprowadzona, ażeby krajowi potrzebnych dostarczała produktów. Lecz nie wypada stąd, iż do tego handlu koniecznie krajowe kapitały użyte być muszą, owszem widzieliśmy wyżej*, jak dalece korzystną jest dla kraju rzeczą dać zagranicznym kapitałom udział w narodowym przemyśle, gdy krajowe wszystkich rodzajów przemysłu w należytym ruchu i zaopatrzeniu utrzymywać nie mogą.

Wyłuszczony dotąd bieg postępków oświaty i bogactw jest tak naturalny, iż zdaje się, że każde towarzystwo tymi stopniami do pewnego bogactwa dojść musiało. Pewna ilość gruntów krajowych musiała być uprawioną, nim miasta założone zostały, przemysł rzemieślniczy musi zaś w nich pewne uczynić postępki, nim się ich mieszkańcy zagranicznemu handlowi oddać potrafią.

Jakkolwiek naturalnym jest to stopniowanie w postępkach bogactw i potęgi narodów, jednakże te europejskie państwa, które dziś w rzędzie bogatych się mieszczą, nie tą drogą do celu zmierzały. Handel zagraniczny, co się niektórych miast stał udziałem, powodem był do zaprowadzenia rękodzieł, w których fabrykaty powszechny odbyt mające wyrabiano, a te rękodzielnie wspólnie z handlem stały się w wielu krajach dźwignią przemysłu rolniczego. Niektóre zaś inne kraje, co dla położenia swego przemysłem handlowym i rzemieślniczym trudnić się nie mogły, co tym samym z uprawy roli wszelkie zasiłki i bogactwo swoje ciągnęły i naturalnym biegiem rzeczy do ulepszenia bytu swego zdążały, musiały się tamtym w zawodzie bogactw dać wyprzedzić, a to nie dlatego, żeby ta droga mniej pewną i bliską była jak odwrotny porządek rzeczy, lecz istotnie dlatego, że przemysł rolniczy, jedyne źródło ich bogactw, w instytucjach ludzkich, czyli w stosunkach towarzyskich, nieprzełamane spotykał przeszkody: przeszkody, co w innych sposobność do handlu posiadających krajach powodem do chwycenia się tego rodzaju przemysłu były.

Ludy, które napadłszy zachodnie państwo rzymskie, tę wielką w dziejach ludzkości przywiodły epokę, w której nabyta już oświata zarazem z mocarstwem pod przemocą oręża legła i ludzi do pierwiastków stowarzyszenia się wrócić przymusiła, ludy te w małych hordach pod przewodnictwem wodzów zupełną i bezwarunkową ich ufność posiadających zostawały. Panami będąc rozległej przestrzeni ziemi, co do obalonego należała państwa, nie mogły te dzikie jeszcze hordy o jakimkolwiek bądź porządnym składzie rządu pomyśleć. Prawem przemocy nabyta ziemia stała się własnością tych, co wśród bojów najwyższą piastowali władzę, tych wodzów, co uległym sobie hufcom drogę do zwycięstw torowali.

Ten podział znacznej nader przestrzeni odłogiem leżącej ziemi między małą liczbę właścicieli nie byłby jeszcze tak złych za sobą pociągnął skutków, gdyby szczególne instytucje rozdrobnieniu tych wielkich posiadłości za pomocą familijnych podziałów na wieki prawie nieprzełamane nie były nałożyły przeszkody. Lecz gdy układ towarzyski tych nowych narodów żadnej rękojmi bezpieczeństwu osobistemu nie podawał, gdy właściciel ziemi nie na opiece rządowej, lecz na własnej tylko polegać musiał sile, ażeby się własność jego potężniejszego sąsiada zdobyczą nie stała, wynikł stąd taki stan rzeczy, który przywiódł dwie instytucje za czasów państwa rzymskiego nieznane, to jest: primogenitury i majoraty, czyli ordynacje. Pierwsza zapewniała starszemu synowi familii wyłączne prawo własności dóbr i zagradzała rozdrobnieniu znacznych włości przez dziedzictwo, pozbawiając resztę członków familii prawa do majątku po rodzicach odziedziczonego, druga zaś zapobiegała temu, ażeby przez alienacje dóbr ziemskich na małe części nie dzielono.

W owych albowiem czasach każdy właściciel znacznych dóbr gruntowych wyobrażał w obrębie posiadłości swojej udzielnego rządcę, piastującego zwierzchnią i sądowniczą władzę nad poddanymi swymi. Był on ich prawodawcą w pokoju, a wodzem wśród bitew. Prowadził on według upodobania i potrzeby wojnę z sąsiadami swymi i czasem nawet z samym rządcą krajów, w których był osiadły, ponieważ go [suwerena] tylko za pierwszego spomiędzy udzielnych, a równych sobie, panów poczytywał. Powaga jego jedynie na prawie przemocy wsparta za każdym ubytkiem własności gruntowej uszczerbek ponieść musiała i na wielkości dziedzictwa jedynie polegała. Każdy podział, każde rozdrobnienie tych dóbr, byłby je w zdobycz silniejszego sąsiada zamienił, trzeba było zapobiec temu przez tę ustawę, która dla włości szczególnych panów tym samym była, co dziedzictwo tronów i dynastie dla bytu politycznego narodów.

Ten układ towarzyski na całą rozciągnął się Europę i to, co w początkach potrzeby dziełem było, trwało jeszcze i wtedy, gdy ta potrzeba znikła. Krzywdą to jest dla umysłu ludzkiego, że obok postępków oświaty i upowszechnienia prawdziwszych wyobrażeń o obowiązkach i przeznaczeniu społecznego życia narodów, feudalne instytucje dziś jeszcze w wielu krajach Europy w mocy swojej utrzymać się mogą.

Skutkiem tych ustaw stały się odłogiem leżące grunty nie tylko własnością pewnej liczby udzielnych panów, lecz w tym stanie za nienaruszone dziedzictwo pokoleń uznane zostały. Nie można było albowiem spodziewać się nawet, aby wielkie włości przez panów zawiadywane do jakiegokolwiek stopnia polepszonej uprawy dojść mogły: przechodziły one z pokolenia do pokolenia w tym samym prawie stanie, w którym się przy pierwszym ich opanowaniu znajdowały. Do tych pustych gruntów, z których się ordynacje składały, dodać należy te, co własność monarchów i jedyne ich źródło dochodów wtedy, gdy systemat porządku podatkowania zupełnie był nieznany, składały, i te jeszcze, co do szczególnych zakonów i korporacji należały, a wtedy dopiero można niejakie powziąć wyobrażenie o ilości urodzajnej ziemi, co w każdym kraju w pustych leżąc odłogach, straconą dla przemysłu i bogactwa narodowego, i wolności przechodzenia z rąk do rąk pozbawioną była.

Obok tej tak małej części krajowych gruntów uprawie poświęconej, stawały jeszcze urządzenia wolny handel produktów hamujące postępkom rolnictwa na przeszkodzie, tak dalece, że te grunty, które bądź to przez panów, bądź przez rząd, bądź też przez duchowieństwo, bądź na koniec przez mieszkańców wsi uprawie przeznaczone były, jeszcze zwykle źle uprawne i zagospodarowane bywały.

Panowie, którzy wielowładnie posiadłościami swymi zawiadywali, ani czasu, z powodu ustawicznych wojen i napaści sąsiedzkich i obowiązków do rządów miejscowych przywiązanych, ani sposobności, dla braku kapitałów, które dla trwonionych zwykle dochodów nigdy utworzyć się nie mogły, ani na koniec ochoty i skłonności do zajęcia się gospodarstwem włości swoich nie posiadali. Stąd pochodziło, że grunty do wielkich dóbr należące nigdzie do takiego stopnia polepszenia uprawy rolniczej dojść nie mogły, jak te grunty, które na drobne cząstki podzielone własność rolników składały. To, czego panowie na swoich dobrach uskutecznić nie mogli, tym mniej w dobrach narodowych i duchownych do skutku przywiedzionym być mogło. Włościanie zaś we wszelkich dobrach osiadli byli w większej części Europy poddanymi, od łaski i upodobania panów swoich zależącymi. Podobny układ towarzyski, w którym prawo własności żadnego nie ma zabezpieczenia, nie mógł bynajmniej włościan do uprawy nie swoich gruntów zachęcać i robota, która się na rzecz właściciela ziemi odbywała, nigdy polepszenia uprawy na celu mieć nie mogła. Dlatego rolnictwo w tych krajach najmniejsze uczyniło postępki, w których poddaństwo najdłużej udziałem rolniczej klasy było.

W przejściu nawet ze stanu bezwzględnej niewoli do tego, w którym włościanie grunty na mocy zobopólnej piastowali ugody, polepszenie uprawy roli od warunków i trwania tejże ugody zależało: ugody, w której zawsze właściciel jako zamożniejsza i wszelkie pierwiastkowe zapasy rolnicze dostarczająca strona większe mógł sobie zastrzec korzyści. I tak, biorąc przykład z naszego kraju, lubo poddaństwo u nas jest zniesione, stosunki między włościanami i panami dóbr też same zostały, to jest, że tamci pod tymiż samymi pańszczyźnianymi warunkami wyznaczone im grunty uprawiają. A lubo te warunki bynajmniej wzrostowi przemysłu nie sprzyjają, nie może to jednakże być przez pewien przeciąg czasu, dopóty przynajmniej, dopóki pojedynczo włościanie także sobie nie uzbierają kapitału, aby bez pomocy panów nakłady rolnicze czynić mogli. Pożądaną byłoby to zaiste rzeczą, gdyby i ta przeszkoda postępków rolnictwa usunięta i gdyby robocizny dzienne na czynsze, czyli opłaty pieniężne, zamienione zostały, lecz zataić tego nie można, iż zmiana ta ani raptownie, ani powierzchownie do skutku przywiedzioną być nie może. Mówiąc o pańszczyznach jako przeszkody postępków rolnictwa uważanych, nie można przepomnąć o niezliczonych bezpłatnych usługach publicznych przez włościan we wszystkich krajach pełnionych, które na wstrzymanie tychże postępków równie szkodliwy wpływ mają.

Do tych wszystkich przeszkód, które przemysł rolniczy spotykał, dodać należy urządzenia policyjne w Europie zaprowadzone, które utrudniały odbyt i zmniejszały wartość zamienną produktów, jako to: zakazy wyprowadzenia zboża za granicę, ograniczenie wewnętrznego zbożowego handlu bądź to przez niedorzeczne urządzenia przeciwko przekupowaniu, czyli skupowaniu na handel zboża, bądź też przez szczególne przywileje niektórym miastom i placom targowym udzielane. Łatwo z tych wszystkich okoliczności wnosić, jak liczne przemysł rolniczy w postępkach swoich spotykał przeszkody. Następujące uwagi nasze doprowadzają nas do rozpoznania, co obok tego przemysłowi miejskiemu sprzyjało i te okoliczności składać będą po tych przeszkodach drugą przyczynę skorszych postępków tegoż przemysłu w porównaniu z rolnictwem.

Ludność miast składa się wyłącznie prawie z rzemieślników i kupców cząstkowych, którzy pierwiastkowo równie jak mieszkańcy wsi poddanymi szczególnych właścicieli miast, to jest monarchów, klasztorów, korporacji lub prywatnych panów, byli. Jakkolwiek dla pierwszych mieszkańców stosunki, w których z panami swymi zostawali, uciążliwymi być musiały, otrzymali oni jednakże daleko prędzej i łatwiej pewne przywileje i prawa aniżeli wieśniacy, i przez to ze wspólnego stanu niewoli rychlej od nich do niepodległości doszli. Nie odbywali oni powinności pańszczyźnianych, w tych miastach wyjąwszy, co się z samych tylko rolników składały, a tym samym w niczym się od wsi nie różniły, składali daniny i czynsze, które nie do pojedynczych osób, lecz do całych miast, poniekąd jako okupienie wolności swojej, przywiązane były. To dało powód mieszczanom do utworzenia korporacji między sobą, której udało się dwa sobie prawa wyjednać i bez przeszkody je wykonywać, to jest obierania osobnej dla siebie zwierzchności i po wtóre wystawienia murów naokoło miasta dla łatwiejszej ich obrony przeciwko wszelkiej napaści, a obok tego urządzenia osobnej milicji z mieszkańców miasta złożonej.

Łatwo pojąć, co mogło nakłonić monarchów do udzielenia miastom takich przywilejów i do przyznania im takiego stopnia wolności. Nienawidząc możnych panów, którzy z nimi w ustawicznych zostawali wojnach, starali się monarchowie zjednać sobie przychylność mieszkańców miast i w każdym razie ich pomoc sobie zapewnić, mieszczanie zaś na napaści i gwałtowności ze strony panów wystawieni szukali opieki u monarchów i chętnie na różne przystawali warunki, byleby ich pomocy w przypadku potrzeby pewnymi byli. Ten wzajemny interes monarchów i mieszkańców miast był początkiem ich wolności i przyznania im tych praw, które wsiom odmawiano.

Za pomocą tego przywileju rządzenia się i bronienia samoistności swojej doszły miasta, w miarę sprzyjających im okoliczności, albo do zupełnej niepodległości, albo też przynajmniej do pewnego znaczenia w układzie politycznym narodu. Te miasta, które z natury warowne położenie miały, co zbyt odległe od siedliska królów były, lub dla jakichkolwiek bądź powodów rządcę swego wszelkiej względem siebie pozbawiły powagi, a własną milicją okolicznym panom groźnymi się stały, doszły w krótkim czasie do zupełnej niepodległości, co się tyczy szczególniej miast szwajcarskich i włoskich. W innych zaś krajach, w których potęga monarchów lubo znacznie osłabioną, zupełnie jednakże powagi pozbawioną nie została, otrzymały miasta głos i udział w zgromadzeniach stanów i stanęły na takim stopniu, iż zarazem groźnymi dla magnatów, a od monarchów szanowane były. W tym położeniu znajdowały się miasta Francji, Anglii i pewnej części Niemiec. Nasz kraj w tym względzie żadnego przykładu podać nie może: stosunki polityczne narodu sprzeciwiały się zupełnie utworzeniu średniego miejskiego stanu, który by znaczeniem swoim odpór magnatom, a pomoc mógł dać monarsze, dlatego też przemysł miejski, na niskim zostając stopniu, nie mógł się stać dźwignią rolnictwa, które nieprzełamane spotykając przeszkody, wolnym tylko krokiem do polepszenia bytu narodu przykładać się mogło.

W miastach tedy, które same prawa i swobody mieszkańców swoich zabezpieczały, powstały pod tą tarczą rzemiosła i handel, które dały początek zamożności i niepodległości mieszczan, wtedy gdy jeszcze wieśniacy zupełnej dowolności panów ulegali. To szczęśliwe ich położenie wzbudzało pragnienie dopięcia podobnej pomyślności w uciemiężonych wieśniakach, dlatego też wszelkie przez nich jakimkolwiek bądź sposobem uzbierane kapitały obracały się do przemysłu miejskiego, skoro tylko sposobność przeniesienia się do miasta i uniknienia prześladowań panów swoich znaleźć mogli.

Przemysł miejski w ogólności tego w postępkach swoich trzymał się porządku, że zaczął od handlu zagranicznego i za jego pomocą do rękodzieł przeszedł. Miasta albowiem nadmorskie nie były już tym samym okoliczną produkcją co do dostarczenia sobie żywności i materiałów ograniczone, lecz za równowartości własne w fabrykatach z najodleglejszych części świata nabyć je mogły. Dlatego mogło miasto takie powstać, gdy okolica i kraj, w którym się znajdowało, w jednakowym ubóstwa pozostawał stanie. Takim sposobem powstały naprzód miasta włoskie nad brzegami Śródziemnego Morza, a następnie w zachodnio-północnej części Europy nad Bałtyckim Morzem położone. Później utworzył się ten sławny związek pod nazwiskiem Hanzeatyckiego znany, który większego bezpieczeństwa i porządku stał się początkiem, i który łącznie z miastami włoskimi nie tylko związkowe i te ostatnie, lecz i wewnątrz kraju leżące podniósł miasta. Handel przez miasta prowadzony dał poznać i zaszczepił upodobanie rzeczy zbytkowych i zagranicznych między właścicielami dóbr i tych im dostarczał w zamian za produkty surowe.

Gdy następnie to upodobanie rzeczy zbytkowych z zagranicznych krajów drogą handlu sprowadzonych coraz się bardziej upowszechniło, starali się kupcy o to, aby dla oszczędzenia kosztów sprowadzenia w miastach swoich wyrabiać je mogli. Stąd poszło, że z zysków handlowych uzbierane kapitały na założenie rękodzielni i dźwignienie rzemieślniczego przemysłu przeznaczone zostały.

Uważać należy, iż tutaj tylko o rękodzielniach rzeczy zbytkowe wyrabiających jest mowa, te bowiem, co najpotrzebniejszych i najprostszych fabrykatów dostarczają, w każdym kraju obok rolnictwa się mieszczą. Tamte zaś dwoistym sposobem do kraju zaprowadzone być mogą: to jest raz poniekąd gwałtem, za pomocą kapitałów pojedynczych kupców, a czasem też funduszów rządowych w celu naśladowania zagranicznych fabrykatów i przerabiania w kraju własnych materiałów surowych, drugi raz zaś stopniowo z pierwszych prostych rękodzielni i obok udoskonalenia przemysłu i postępku bogactw powstają. Mieszczą się one w miejscach obfitujących w żywność, czasem daleko od brzegów morskich, a nawet i od rzek spławnych, tam bowiem, gdzie urodzajność ziemi i łatwość jej uprawy obfitość żywności przywodzą, tam niska stąd pochodząca jej cena dla widoków łatwości zaspokojenia potrzeb i wygód życia wielu rzemieślników znęca. Przerabiają oni w miejscu samym wydawane materiały surowe i w zamian za nie żywności i materiałów dostają.

Rolnik, znajdując przez to łatwy odbyt na produkty, których z powodu trudności przewozu dawniej sprzedawać nie mógł, znaczne zachęcenie i sposobność polepszenia uprawy roli swojej dostaje, a tym samym większą ilość produktów wydaje i okolicznym rękodzielniom dostarczyć ich jest w stanie. Tym sposobem nastaje wzajemna pomoc i wsparcie między przemysłem rolniczym a rzemieślniczym, ten ostatni, urodzajnością ziemi i obfitością jej płodów znęcony, chętnie w żyznej osiada okolicy, a przez coraz powiększające się żądanie tychże płodów, dźwignią rolnictwa się staje. Rękodzielnie te początkowo tej tylko okolicy, w której są osiadłe, fabrykatów dostarczają, lecz później, gdy się ich towary polepszają i udoskonalają, odleglejszy odbyt znajdują. W miarę albowiem, że przez udoskonaloną fabrykację w małej objętości towary więcej wartości zawierają, zmniejszają się koszty ich przewozu i obszerniejszy odbyt znaleźć mogą. Podług tego utrzymywać można, że tamtym sposobem zaprowadzone rękodzielnie zagranicznego handlu, a te zaś rolnictwa są dziełem. Te ostatnie później się upowszechniły i udoskonaliły, jak tamte. Anglia od wieku już sławną była z cienkich sukien z wełny hiszpańskiej przerabianych, nim rękodzielnie sheffieldskie i birminghamskie, dziś tak powszechnie żądanych fabrykatów dostarczające, powstały i obszerny odbyt na towary swoje znalazły.

Wzrost i zbogacenie się miast handlowych i rękodzielniczych stało się bodźcem i dźwignią polepszonej uprawy gruntów w krajach, w których położone były, dlatego naprzód, że podając łatwy i znaczny odbyt na surowe płody ziemi, zachęcały do obszerniejszej i polepszonej uprawy. I lubo się ta korzyść nie tylko bliższych okolic, lecz i odległych krajów, z którymi miasta handel prowadziły, tyczyła, kraj jednakże, do którego należały, najwięcej na tym z powodu bliskości zyskiwał, producenci albowiem krajowi z mniejszymi kosztami przewozu produkty swoje sprzedawać, a tym samym większe z tej sprzedaży korzyści ciągnąć mogli.

Po wtóre, kapitały przemysłem miejskim uzbierane przeznaczone bywały na zakupienie dóbr ziemskich po większej części z nieuprawnych gruntów złożonych. Ci nowi nabywcy, którymi zwykle kupcy byli, inaczej kupionymi dobrami zawiadywali, jak dawni ich właściciele, i dlatego większe polepszenia w uprawie roli zaprowadzali. Kupiec albowiem nawykły takim sposobem swoich używać funduszów, ażeby największe stąd ciągnął korzyści, nie marnotrawił dochodów swoich i nie poświęcał ich zbytkowej gościnności, która panów poniekąd dziedzicznym była nałogiem. Z dochodów oszczędzane kapitały na polepszenie gruntów użyte bywały i przez to postępki rolnictwa przyspieszały. Prócz tego jeszcze kupiec, przyzwyczajony do czynnego życia i do porządku, poświęcał siły i zdolności swoje zawiadywaniu dóbr nowo nabytych i tym samym daleko lepiej w nich gospodarował aniżeli pan, co potrzebnego do tego nie posiadał usposobienia.

Lecz najważniejszy i trzeci skutek przemysłu miejskiego na dźwignienie i polepszenie rolnictwa – było [to] zaprowadzenie porządniejszego i lepszego układu towarzyskiego, którego on stał się powodem. Mieszkańcy wsi doszli bowiem za jego pomocą do pewnego stopnia oswobodzenia spod przemocy i dowolności panów i większego zabezpieczenia osób i majątków swoich nabyli.

Póki handel zagraniczny i rękodzieła obcych zbytkowych towarów do Europy nie zaprowadziły, póty dochody przez panów znacznych włości pobierane na utrzymanie gościnnego dworu trwoniono. Otoczony liczną zgrają służalców, na utrzymanie jej i poddanych swoich musiał pan własne trwonić dostatki, bo w owym czasie cała potęga jego na przychylności jednych i na liczbie drugich poległa. Władza, którą mu stronnicy i podwładni zapewniali, zależała jedynie od jego hojności i szczodrobliwości. Nie była ona bynajmniej skutkiem systematu lennego, który raczej ograniczenie władzy magnatów i poddanie ich pod władzę monarchy miał na celu. Z tym wszystkim jakkolwiek zaprowadzenie lennego układu do tego zmierzało, ażeby powagę królów powiększyć, a władzę panów zmniejszyć, ani jednego, ani drugiego do tego stopnia uskutecznić nie zdołał, aby porządne stosunki towarzyskie i bezpieczeństwo między mieszkańcami wsi ustanowić się mogły, ponieważ zaprowadzenie lenności sposobu pożycia magnatów i samowolności ich nie zmieniło i nie zniosło. Lecz to, czego monarchowie przez ustawy lenne dokazać nie mogli, z wolna i poniekąd nieznacznie przez przemysł miejski do skutku przyprowadzone zostało. Handel albowiem zagraniczny i rękodzielnie dostarczały panom takich rzeczy, za które oni całe od własnych potrzeb zbywające dochody swoje w zamianie dawać i co je już sami posiadać mogli, nie udzielając ich bynajmniej ani dworzanom, ani poddanym swoim.

Przymuszeni dawniej dochody swoje z podwładnymi swymi stronnikami dzielić, chwytali panowie chętnie każdą sposobność nabycia rzeczy, co już do nich wyłącznie należała, i dogodzić przez to panującej zasadzie, wszystko dla nas, a nic dla innych. Tą drogą doszli do tego punktu, w którym potęgę własną zaspokojeniu dziecinnej próżności poświęcili. Znęceni sposobnością dogodzenia wygodom i zbytkowym potrzebom swoim, łożyli możni panowie coraz więcej dochodów na zaspokojenie próżności i potrzeb własnych, a tym samym coraz mniej na utrzymanie dworu i poddanych swoich łożyć mogli. Stąd poszło zmniejszenie liczby służalców i dworzan, a następnie zupełne oddalenie ich ze dworów magnatów. A w miarę, że większych coraz potrzebowali dochodów, przystawali oni na wejście w niejakie z włościanami ugody, i albo im za dobrowolnymi ugodami grunty na czynsze wypuszczali, a tym samym do większej doprowadzali ich niepodległości, albo też im grunty sprzedawali i zupełnej ich wolności pochop dali. Potrzeba zatem pewniejszych dochodów była w większej części krajów europejskich początkiem lepszego podziału gruntów, czyli rozdrobnienia zbyt wielkich włości, przyznania mieszkańcom większej wolności i wypuszczenia im gruntów za kontraktami na dłuższy przeciąg lat.

Gdy tym sposobem włościanie do pewnej niepodległości doszli, a zgraje służalców i dworzan z dóbr magnatów oddalone zostały, nie mogli już ci ostatni sprzeciwiać się więcej porządkowi wewnętrznemu w kraju i wymierzaniu każdemu przynależnej mu sprawiedliwości. Nie posiadając dość władzy, ażeby gwałty popełniać i spokojność krajową mieszać lub nieprzełamany odpór rządowej władzy stawiać, stanęli oni w równi z innymi mieszkańcami kraju i tylko niektóre prerogatywy, a nie już wyłączną i bezwzględną niepodległość posiadali. Władza rządowa przyszła do swej powagi na wsiach równie jak i w miastach, dlatego że jak w jednych, tak i w drugich rządzeni władzy stawienia jej oporu nie posiadali.

Tym sposobem przywiodły tę wielką i dla dobra powszechnego tak pożądaną rewolucję dwie klasy ludności, które bynajmniej o tym nie myślały i polepszeniem bytu towarzyskiego zajęte nie były, to jest magnaci, co jedynie tylko próżności własnej zadosyć uczynić pragnęli i kupcy, i rękodzielnicy, co li tylko głosu interesu własnego słuchali, lecz ani jedni, ani drudzy przewidzieć nawet nie mogli, co próżność tamtych, a tych przemysłowe zabiegi stopniowo do skutku przywiodły, i tym sposobem stał się w większej części Europy, która wzorem dla reszty była, przemysł miejski bodźcem i dźwignią przemysłu rolniczego, zamiast że ten ostatni podług naturalnego biegu rzeczy tamtego w postępkach powinien był wyprzedzać.

Ten opaczny i z naturą rzeczy niezgodny postępek przemysłu i bogactw koniecznie mniej skorym i pewnym od tamtego być musiał. Najmocniej się o tej przekonać można prawdzie, porównując czas, który narody europejskie spędziły, nim doszły do tego stopnia bogactw i potęgi, na którym się dziś znajdują, z tym czasem, co go Ameryka Północna potrzebowała, aby na rolniczym przemyśle wsparta, w rzędzie najszczęśliwszych i najpotężniejszych narodów ziemi stanęła.

 

* - W rozdziale III tomu II Elementarnych zasad gospodarstwa narodowego Skarbek między innymi pisał: „[…] nie powinien rząd odstręczać zagranicznych kapitałów, które pomoc swoją narodowemu przemysłowi ofiarują: bądź to za pomocą ułatwionego zagranicznego odbytu na krajowe produkty, bądź też przez wyrabianie za granicą materiałów surowych w kraju wydanych, byle by tylko tę korzyść krajowi przyniosły, iż podadzą sposobność poświęcenia większej ilości kapitałów ważniejszej i korzystniejszej dla kraju gałęzi przemysłu narodowego, bądź też na koniec zatrudniając bezpośrednio płodną pracę narodową wewnątrz kraju, przez co się do powiększenia wartości rocznego narodowego przychodu przykładają” – F. Skarbek, Gospodarstwo narodowe. Elementarne zasady gospodarstwa narodowego, tom II, Warszawa 1820, s. 52. Autor podkreślał też korzystność bezpośrednich inwestycji zagranicznych czynionych w rolnictwie krajowym.

 


 

Fryderyk Skarbek rodził się 15 lutego 1792 r. w Toruniu. Rozrzutność jego ojca doprowadziła do zadłużenia dóbr rodzinnych, a sam ojciec – Jan Skarbek – by uniknąć wierzycieli wyjechał za granicę, skąd już nie wrócił. Fryderyk uzyskał świetne wykształcenie klasyczne. Jego domowym nauczycielem był Mikołaj Chopin – ojciec słynnego kompozytora i pianisty. Fryderykowi Chopinowi nadano imię dla uczczenia właśnie Skarbka, który był jego ojcem chrzestnym. W latach 1805-1808 Skarbek uczęszczał do Liceum Warszawskiego, zaś w 1809 r. wyjechał na dalszą naukę do Paryża. Po powrocie do kraju, w 1811 r. podjął karierę urzędniczą w Księstwie Warszawskim. Po upadku Napoleona pozostał w służbie publicznej Królestwa Polskiego. Pisywał m.in. do „Pamiętnika Warszawskiego”. W 1818 r. objął wakującą po odejściu Dominika Krysińskiego (1785-1853) katedrę ekonomii politycznej Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego, w 1820 r., otrzymał stanowisko profesora zwyczajnego, a w 1821 r. wybrano go na członka Towarzystwa Przyjaciół Nauk w Warszawie – w tej dekadzie napisał szereg rozpraw poświęconych zagadnieniom społecznym i ekonomicznym, a także powieści i sztuki teatralne. Współpracował z Komisją Rządową Spraw Wewnętrznych. Po zapoznaniu się w 1828 r. ze stanem więzień i zakładów dla ubogich w państwach niemieckich i Królestwie Niderlandów, uchodząc za czołowego znawcę tej problematyki, został powołany do Dyrekcji Szpitali i Więzień, a wkrótce potem – do Rady Stanu. Był też asesorem w Komisji Rządowej Spraw Wewnętrznych. Stworzył projekt ustawy dotyczącej włóczęgów i żebraków, uchwalony podczas sejmu w roku 1830. Pod koniec października 1830 r. wyjechał do Petersburga, gdzie zastał go wybuch powstania listopadowego. Pozostanie wówczas w Rosji wzbudziło duże kontrowersje. Car Mikołaj I w marcu 1831 r. nominował go na ministra wyznań i oświaty w Rządzie Tymczasowym Królestwa Polskiego, ale urzędu tego ostatecznie nie objął – wskutek zmiany polityki cara. Dalsze etapy jego kariery urzędniczej obejmowały: członkostwo i prezesurę w Radzie Głównej Opiekuńczej Instytutów Dobroczynnych, bycie radcą stanu w Komisji Rządowej Spraw Wewnętrznych, prezesurę Dyrekcji Ubezpieczeń. W 1847 r. otrzymał tytuł tajnego radcy. W latach 1854-1858 był dyrektorem rezydującym Komisji Rządowej Sprawiedliwości i wchodził w skład Rady Administracyjnej Królestwa. Urzędy te utracił wskutek sporu z kuratorem Warszawskiego Okręgu Szkolnego i dyrektorem Komisji Rządowej Spraw Wewnętrznych i Duchownych – Pawłem Muchanowem. Powrócił wówczas do działalności naukowej i pisarskiej. Zbliżył się do środowiska Andrzeja Zamoyskiego, prezesa Towarzystwa Rolniczego. Był natomiast skłócony z Aleksandrem Wielopolskim. Mimo rosyjskiej propozycji, nie wszedł w skład reaktywowanej Rady Stanu, obwarował bowiem przyjęcie nominacji warunkiem – nie do przyjęcia dla władz carskich – powołania zaprojektowanego przez niego, pochodzącego z wyborów organu opiniodawczego, który miałby wypowiadać się o proponowanych aktach prawnych. Zmarł 25 listopada 1866 r. w Warszawie.

Główne prace: Gospodarstwo narodowe (tom 1-4, 1820), Rys ogólny nauki finansów (1824), O ubóstwie i ubogich (1827), Ogólne zasady nauki gospodarstwa narodowego... (1859, wydanie francuskie Théorie des richesses sociales, 1829), Dzieje Polski (tom 1-3, 1877); powieści: Tarło (tom 1-3, 1827), Damian Ruszczyc (tom 1-3, 1827-1828), Życie i przypadki Faustyna Dodosińskiego (tom 1-2, 1838), Pan Antoni (1824), Pamiętniki Seglasa (1845).

Ośrodek Myśli Politycznej i Wydział Studiów Międzynarodowych i Politycznych UJ wydały wybór pism Skarbka pt. Gospodarstwo narodowe (pod red. Piotra Szymańca).

 


Start Klasycy o wolnym rynku i roli państwa w gospodarce Fryderyk Skarbek, "O postępach przemysłów i bogactw narodowych"