SPORY O KAPITALIZM

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki
Start Klasycy o wolnym rynku i roli państwa w gospodarce Ferdynand Zweig, "Wolność a bogactwo"

Ferdynand Zweig, "Wolność a bogactwo"

Email

Fragment książki Zmierzch czy odrodzenie liberalizmu

Książnica-Atlas: Lwów-Warszawa 1938

 

CZĘŚĆ III

WOLNOŚĆ A BOGACTWO

 

WOLNOŚĆ JAKO WSPÓŁCZYNNIK DOBROBYTU

 

Istnieje pewien związek pomiędzy wolnością a dobrobytem, pomiędzy liberalizmem a rozwojem gospodarczym, związek wcale nie przypadkowy, ale leżący w naturze rzeczy.

Kraje, które najwcześniej przeszły do liberalizmu, zrobiły największą karierę gospodarczą, rozwinęły się też najwcześniej i najbujniej. Anglia, Francja, Holandia najwcześniej stosowały zasady liberalizmu i najwcześniej rozwinęły się zarówno komercjalnie, jak i przemysłowo. Niemcy kameralistyczne, związane wieloma ograniczeniami polityki merkantylistycznej w XVIII i w pierwszej połowie XIX wieku, pozostawały w tyle za rozwojem gospodarczym państw zachodnich.

Zaskorupiała w merkantylistycznej i drobiazgowej reglamentacji Hiszpania − pomimo wielkich bogactw kolonialnych − upadła, gdy wolniejsza od niej Anglia zagarniała handel i rozwijała przemysł.

W miastach włoskich można było w bliskim sąsiedztwie obserwować związek pomiędzy rozwojem gospodarczym a wolnością. Miasta wolne rozwijały się, a tuż obok miasta gnębione reglamentacją i absolutyzmem upadały[1].

Niezwykły rozwój gospodarczy Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej wobec zupełnego zastoju i marazmu gospodarczego krajów Ameryki Południowej, które przejęły i hodowały nadal instytucje feudalno-korporacyjne, tłumaczy się między innymi różnicami w dawkowaniu wolności politycznej i gospodarczej.

W jednych i tych samych krajach (np. w Polsce wieku XVI) okres liberalizmu był okresem największego rozwoju gospodarczego i kulturalnego, a okres antyliberalizmu okresem nie tylko upadku gospodarczego, ale także obskurantyzmu i upadku kulturalnego.

Związek ten i obecnie we współczesnej rzeczywistości społeczno-gospodarczej jest łatwo dostrzegalny.

Naturalnie, że symplicyzmem byłoby redukowanie zagadnienia dobrobytu do liberalizmu. Sam ustrój nie może być jeszcze źródłem dobrobytu, ale niewątpliwie jest ważnym tego współczynnikiem. Dobrobyt jest podstawą liberalizmu, a liberalizm jest podstawą dobrobytu.

Gdy rozglądniemy się po świecie, przyjdzie nam stwierdzić, że i obecnie kraje względnego liberalizmu są krajami dobrobytu, a kraje totalne, kraje reglamentacji są krajami ubóstwa.

Anglia, kraje północne, dominia, Stany Zjednoczone, Francja, kraje tzw. neutralne to kraje dobrobytu. Natomiast kraje totalizmu − Sowiety, Niemcy, Włochy − to kraje ubóstwa względnie postępującej pauperyzacji.

Ale i w krajach, które odeszły od liberalizmu, tj. w krajach totalnych, obserwujemy zależność pomiędzy dawkowaniem liberalizmu a dobrobytem. Gdy słabnie reglamentacja, podnosi się dobrobyt, natomiast gdy podnosi się dobrobyt, słabnie reglamentacja.

Na przykład okres NEP-u (rok 1921), jako okres gospodarki rynkowej, był w Sowietach okresem większego dobrobytu. To samo powiedzieć można i o okresie częściowego powrotu do zasad rynkowych w Sowietach, zapoczątkowanego w roku 1931. Zniesiono tam kartki żywności, przywrócono wolniejszy obrót towarowy i pieniężny, wrócono do norm rentowności przedsiębiorstw, wprowadzono płace zróżnicowane itd., co szło w parze z pewną poprawą gospodarczą w tym kraju.

I trudno byłoby nam odpowiedzieć na pytanie, czy poprawa umożliwiła Sowietom powrót do wolnego rynku, czy też przeciwnie, powrót do wolnego rynku spowodował poprawę. Ale wzajemna zależność większej wolności gospodarowania i pewnej poprawy jest niewątpliwa.

Gdyby w Sowietach panował głód, racjonalizowanie żywności musiałoby trwać po dziś dzień. Gdyby Sowiety nie miały odpowiedniego zasobu złota, nie mogłyby myśleć o powrocie do waluty rynkowej i stabilizacji waluty. Na odwrót, gdyby Sowiety nie zliberalizowały choć trochę rynku, poprawa w rolnictwie i przemyśle nie mogłaby się ujawnić.

Albo weźmy ustawodawstwo dewizowe Niemiec. Reglamentacja dewizowa Niemiec ulegała zaostrzeniu na przestrzeni lat 1933−1937, a równocześnie sytuacja dewizowa Niemiec ulegała nie poprawie, ale pogorszeniu.

I znów powiemy: nie wiemy, czy zaostrzenie reglamentacji powodowało pogorszenie sytuacji dewizowej, czy też na odwrót. Gdy sytuacja się pogarsza, trzeba dalej postępować w reglamentacji; a gdy reglamentacja się zaostrza, sytuacja dalej się pogarsza.

Na odwrót w wielu krajach reglamentacji dewizowej obserwowaliśmy na przestrzeni lat 1935−1938 poprawę sytuacji dewizowej i równocześnie liberalizację polityki dewizowej.

Szereg państw zdołało zliberalizować swoją gospodarkę dewizową, która była gospodarką przymusową w okresie ruiny walutowej, a dziś jest gospodarką niemal już wolną.

I znów nie wiemy, czy poprawa sytuacji dewizowej umożliwiła liberalniejszą gospodarkę dewizową, czy też przeciwnie, liberalniejsza gospodarka dewizowa spowodowała poprawę. Ale i tu związek jest niewątpliwy.

Także i na przykładzie powojennej gospodarki mieszkaniowej można obserwować związek pomiędzy poprawą a liberalizacją z jednej strony, z drugiej − pomiędzy pogorszeniem a pogłębieniem reglamentacji.

Przymusowa gospodarka mieszkaniowa dała w rezultacie brak mieszkań, pasek mieszkaniowy i zanik ruchu budowlanego. Poprawę osiągnięto dopiero przy pewnej liberalizacji gospodarki mieszkaniowej, a szkody wynikłe z przymusowej gospodarki trzeba było wyrównywać premiowaniem budownictwa.

Natomiast poprawa w zakresie gospodarki mieszkaniowej umożliwiła przejście do gospodarki bardziej liberalnej. Gdy nastąpiło już pewne nasycenie pierwszego głodu mieszkaniowego, pojawiła się samorzutna tendencja do liberalizacji gospodarki mieszkaniowej.

Czy wynika z tego, że wolność jest prostą i generalną receptą, którą należy stosować zawsze i wszędzie bez ograniczeń?

Nie przeczę, że w wielu wypadkach reglamentacja jest konieczna, jak konieczne jest nałożenie szyny na złamaną nogę, by ją unieruchomić. Ale gdy zdrową gospodarkę poddamy reglamentacji, to tak jakbyśmy nałożyli szynę na zdrową nogę. Gospodarka niechybnie skazana będzie na uwiąd i martwotę.

Niewątpliwie im większy dobrobyt, tym łatwiej realizować zasady liberalizmu. Im większa nędza, braki i niedola, tym trudniej. W okresie powszechnej nędzy i niedoli nie sposób stosować zasady wolności. W okresie powszechnego rozstroju gospodarczego nie sposób realizować hasła liberalizmu. Liberalizm to system odpowiedni dla gospodarki zdrowej, dla gospodarki rozwijającej się. Reglamentacja to system odpowiedni dla gospodarki znajdującej się w rozstroju, znajdującej się w regresie. Ale jeśli system ten zastosujemy do zdrowych partii gospodarki, otrzymamy martwotę i regres.

To tak, jak np. nałożenie szyny na zdrową nogę. Jeśli z szyny robi się program, petryfikuje się niedostatek i niedorozwój, utrzymuje się więzy i hamulce, które nie pozwalają na swobodny rozwój.

Im więcej wolności, tym więcej i dobrobytu, bo tym pełniej zużytkowane będą wszelkie możliwości produkcyjne, tym lepiej zużyte będą wszelkie wartości, tym bardziej wielkości gospodarcze zbliżą się do stanu maksimum. Tym większa będzie przedsiębiorczość i inicjatywa, bo tym mniej będzie dla niej przeszkód, tym wydajniejsza będzie praca, bo tym większy będzie rynek i tym pełniejsza możność zastosowania zasady podziału pracy.

Pomiędzy wolnością a dobrobytem istnieje związek ścisły zarówno w sferze rzeczywistości, jak w sferze idei.

Wiek XIX był na przestrzeni wszystkich wieków ludzkości okresem relatywnie największego dobrobytu i relatywnie największej wolności. Być może, że zarówno dobrobyt, jak i wolność należą już do przeszłości. Ale czy nie należy do nich dążyć?

Walka o dobrobyt jest walką o wolność, walka o wolność jest walką o dobrobyt.

 

LIBERALIZM A EKONOMIA

 

Historia liberalizmu XVIII i XIX wieku jest jedną z najważniejszych partii historii doktryn ekonomicznych − a to dlatego, ponieważ z liberalizmu wyrosła ekonomia jako nauka. Rozwój ekonomii jako nauki o bogactwie − jak dotychczas − związany jest z liberalizmem, tj. systemem wolności, stwarzającym warunki do bogacenia się społeczeństw. Razem z myślą liberalną rodzi się niezależna, teoretyczna myśl ekonomiczna.

Wiemy, iż pierwszymi przedstawicielami teorii ekonomicznej są fizjokraci, pierwsi przedstawiciele liberalizmu gospodarczego, co wcale nie jest rzeczą przypadku, ale jest zjawiskiem głębszym, organicznie związanym z istotą liberalizmu i ekonomiki.

Wiemy także, że szkoła klasyczna, która stwarza fundament dla nauk ekonomicznych, pracuje przy założeniach liberalnych, które − jak zobaczymy później − są założeniami wolności, własności prywatnej i gospodarności (homo oeconomicus), że pracuje w ramach światopoglądu liberalnego. Adam Smith, Ricardo, Malthus, Say, John Stuart Mill byli liberałami programowymi, którzy obok rozważań teoretycznych rozwijali i bronili programu liberalnego.

I znów wcale nie jest rzeczą przypadku, że ten fundament ekonomii teoretycznej, który położyli klasycy, powstał na tle światopoglądu liberalnego. Bo i dalszy rozwój ekonomii teoretycznej zawdzięczamy w wielkiej mierze tym, którzy bronili programu liberalnego, tj. szkole psychologicznej i matematycznej, która znów po dziś dzień mieści się w ramach liberalizmu i pracuje przy założeniach liberalnych.

Nie chcę wcale przez to powiedzieć, że nauka ekonomii mieści się tylko w ramach liberalizmu i jego założeń. Tak wcale nie jest. Także i inne systemy, jak uniwersalizm, nacjonalizm i socjalizm, wytworzyły swoje własne koncepcje teoretyczne. Ale koncepcje te są mniej rozwinięte, mniej wykształcone i zupełnie nie odegrały w historii ekonomii, we wzbogaceniu myśli ekonomicznej, tej roli, co koncepcja liberalna.

Na przykład scholastyczna i neoscholastyczna doktryna ekonomiczna zajęła się tylko pewnymi fragmentami poznania ekonomicznego, rozwinęła naukę o pieniądzu, o słusznej cenie, o słusznej płacy, o procencie, ale nie stworzyła całości poznania ekonomicznego. Narodowa, tj. merkantylistyczna i neomerkantylistyczna doktryna, zajęła się głównie nauką o bilansie handlowym, o pieniądzu, o rozwoju gospodarczym, zagadnieniami ochrony celnej, ale znów nie dała nam całości poznania ekonomicznego. O wiele wyższa i zupełniejsza jest doktryna socjalistyczna, ale ta także zajmuje się głównie zagadnieniami rozwoju gospodarczego, zagadnieniami dynamiki, a nie współzależności gospodarczej, tj. zagadnieniami statyki. Na przykład nie ma socjalistycznej teorii kredytu czy socjalistycznej teorii pieniądza, nie ma nawet socjalistycznej teorii cen, względnie są one bardzo rudymentarne i niewykształcone. Natomiast jest socjalistyczna teoria wartości i nadwartości, teoria kryzysów, teoria pauperyzacji i koncentracji, teoria rozdziału dochodów. Rozwinięte są w teorii socjalistycznej wszystkie te teorie, które wyjaśniają stosunek robotnika do przedsiębiorcy, natomiast niewykształcone są zupełnie teorie, których przedmiotem jest stosunek dwóch przedsiębiorców do siebie, np. w kredycie lub pieniądzu.

Tylko teorie mieszczące się w ramach liberalizmu dały nam możliwie najszerszą podstawę teoretyczną − o ile chodzi o poznanie ekonomiczne. Dały nam one w pełni rozwiniętą statykę ekonomii, tj. naukę równowagi gospodarczej, natomiast, trzeba to przyznać, nie zdołały wytworzyć nauki o rozwoju gospodarczym, tj. dynamiki ekonomicznej.

Aby zrozumieć związek zachodzący pomiędzy rozwojem nauki ekonomii a liberalizmem XVIII i XIX wieku, trzeba parę słów powiedzieć o genezie liberalizmu.

Światopogląd liberalny po raz pierwszy zjawia się w połowie wieku XVIII. Wieki starożytne, wieki średnie, nawet okres Odrodzenia nie znały idei liberalnych, nie znały też i rzeczywistości liberalnej. Okres niewolnictwa i poddaństwa nie mógł wytworzyć myśli liberalnej. Gospodarka oparta na niewolnictwie czy poddaństwie nie dawała żadnej podstawy do spekulacji liberalnych. Liberalizm jest najpóźniejszym produktem historii ludzkości.

Liberalizm jako program zjawia się dopiero w połowie XVIII wieku we Francji i Anglii jako rezultat długiej ewolucji gospodarczej, prawnej i etycznej. Następuje walka o zniesienie więzów i ograniczeń cechowych, feudalnych i merkantylistycznych. Chodziło o zerwanie duszących więzów merkantylizmu, który swą nadmierną opieką krępował rozwój przemysłu.

W XVIII wieku rozwija się kapitalizm oparty na technice maszynowej, na kontrakcie pracy wolnego robotnika, organizowany przez przedsiębiorców, produkujących na wielkie rynki międzynarodowe w pogoni za zyskiem. Kapitalizm ten do swego rozwoju wymaga wolności, wolności celnej i handlowej, usunięcia wszystkich ograniczeń związanych z reglamentacją cechową, z systemem opieki, nadzoru i koncesji merkantylizmu. Przedsiębiorstwa założone przy pomocy i opiece merkantylizmu rozwijają się dalej, a z czasem opieka ta staje się dla nich hamulcem rozwoju. Domagają się wolności. Wolność staje się koniecznością gospodarczą. Przygotowuje się rewolucja liberalna w walce o hasła i postulaty liberalne, która w Anglii następuje już za czasów Cromwella w 1645 roku, we Francji w rewolucji z 1789, w Niemczech ostatecznie dopiero w roku 1848.

Na zachodzie Europy już w połowie XVIII wieku ta rewolucja liberalna otrzymuje swą podbudowę w myśleniu filozoficznym, religijnym, etycznym, prawnym i ekonomicznym. Można prądy ówczesne w tych działach myśli humanistycznej traktować łącznie jako pewną całość.

Liberalizm w filozofii opiera się na racjonalizmie XVIII wieku, który przygotowuje dla niego grunt w formie uznania praw rozumu i praw jednostki jako najwyższej instancji. Liberalizm jest bowiem światopoglądem w swej istocie racjonalistycznym.

Liberalizm w myśli religijnej ma swój odpowiednik w reformacji, która walczyła z ascezą Kościoła katolickiego, z tezą o ograniczeniach zawartych w zakazie procentów, nauce o iustum pretium, a gloryfikowała pełny rozwój jednostki.

Liberalizm w etyce znajduje swój odpowiednik w etyce utylitarystycznej XVIII i XIX wieku, którą nazwano arytmetyką moralną. Utylitaryzm bowiem głoszący, że moralne jest to, co służy dobru największej liczby jednostek, odpowiadał liberalizmowi jako światopoglądowi demokratycznemu.

Liberalizm w socjologii znajduje swój odpowiednik w nauce o kontrakcie społecznym Rousseau, albowiem idea kontraktu społecznego jest ideą indywidualistyczną i liberalną.

Liberalizm w nauce prawa znajduje swój odpowiednik w teorii prawa natury, która głosi idee praw natury, wiecznych i niewzruszalnych, których gwałcić nie można i nie wolno. To samo głosi i liberalizm.

Wreszcie w nauce ekonomii liberalizm znajduje swój odpowiednik w nowo tworzącej się po raz pierwszy teorii ekonomicznej szkoły fizjokratycznej i szkoły klasycznej.

Teoria ta rozwijała się właśnie w łączności z filozofią racjonalizmu, prawa natury i utylitaryzmu.

Pojęcia filozofii prawa natury posiadają ścisły związek i łączność z pojęciami tworzącej się teorii ekonomicznej. Analiza społeczeństwa i państwa, rozważania na temat funkcji i zadań państwa, polityki i metod działania państwa, pojęcia klas i warstw społecznych, pojęcia praw naturalnych, zostają bezpośrednio zużytkowane i transplantowane w dziedzinę ekonomii. Toteż nie dziw, że filozofowie prawa, jak Bodin we Francji, Beccaria we Włoszech, Hobbes, Locke, Hume, Bentham w Anglii, Pufendorf w Niemczech, równocześnie zużytkowują te pojęcia do celów rozważań ekonomicznych. Klasycy ekonomii, tj. przede wszystkim Adam Smith, wychodzą ze szkoły filozofii prawa natury, a nauczycielem Smitha był słynny filozof prawa Hutcheson, od którego Smith przejął w głównych zarysach teorię podziału wartości i ceny, teorię pieniądza i teorię podatku.

Tak samo i filozofia utylitaryzmu rozwijana przez Benthama posiadała olbrzymi wpływ na rozwój myśli ekonomicznej. Klasyczna bowiem teza utylitaryzmu z natury rzeczy najbardziej nadawała się jako dewiza polityki gospodarczej.

Liberalizm stworzył odpowiednie ramy i tło także i dla teoretycznej myśli ekonomicznej.

Z programem liberalizmu wiąże się pewna koncepcja socjologiczna, która okazała się niesłychanie płodna dla myśli ekonomicznej. Jest to koncepcja mechanistyczna, która przemieniła się w koncepcję równowagi na terenie ekonomii, i koncepcja naturalistyczna, która przemieniła się na terenie ekonomii w koncepcję praw ekonomicznych. Celem liberalizmu jest jednostka, w liberalizmie społeczeństwo jest sumą jednostek zorganizowanych w społeczeństwie dla zapewnienia jednostkom maksimum swobód i korzyści. Jest to więc mechanistyczne ujecie społeczeństwa. Społeczeństwo nie jest organizmem żywym o własnym życiu, własnej suwerenności i celach, ale tylko mechanizmem opartym na mechanice interesu osobistego, sumą jednostek związanych podziałem pracy. Wynikną z tego później prawa równowagi, prawa statyki ekonomicznej. Z liberalizmem związana jest koncepcja automatyzmu gospodarczego, która okazała się bardzo płodna w myśleniu gospodarczym, tj. teoria automatyzmu gospodarczego rozwinięta przez Adama Smitha i Dawida Ricarda. Gospodarka społeczna w tej koncepcji podlega pewnym naturalnym prawom równowagi, które automatycznie regulują wszystkie procesy gospodarcze. Wszędzie w życiu gospodarczym widzimy autoregulację.

Autoregulacja ta to swoista, immanentna planowość, planowość rynku, która opiera się na mechanizmie wolnej ceny. Wolna cena dostosowuje wzajemnie popyt i podaż, konsumpcję i produkcję. Automatyzm ten obejmuje wszystkie dziedziny produkcji i rozdziału dochodów, pieniądza, kredytu, wymiany międzynarodowej, a nawet i dziedzinę zjawisk ludnościowych. Automatyzm ten działa jednak tylko wówczas, gdy istnieje wolna konkurencja. Wszelkie ograniczenia wolnej konkurencji, monopole, koncesje, protekcje i przywileje są hamulcem autoregulacji i wyłączają działanie automatyzmu.

Tylko wolna konkurencja, utrzymująca w równowadze wszystkie elementy życia gospodarczego, powoduje idealne i każdorazowo najszybsze dostosowanie się do siebie poszczególnych zjawisk gospodarczych. Wszystkie poszczególne odcinki życia gospodarczego przystosowują się wzajemnie do siebie, akomodują się, wskutek czego gospodarka społeczna staje się czymś żywym, ustrojem wykazującym pewną konieczną strukturę, pewien konieczny układ elementów.

Ten automatyzm życia gospodarczego jest automatyzmem rzeczywistym, opartym na mechanicznych prawach życia gospodarczego, jednakże nie pozbawionym pewnego zabarwienia celowości. Jest on prawem mechaniki, ale równocześnie spełnia pewien wyższy cel, ma pewne ściśle określone zadania celowe. U klasyków ekonomii, pierwszych przedstawicieli ekonomii i liberalizmu, liberalizm i teoria zespalały się w jedną całość, to znaczy, że liberalizm był fundowany naukowo, a teoria miała u podstawy założenia liberalne, światopogląd liberalny.

Z liberalizmem wiąże się nie tylko mechanistyczna koncepcja automatyzmu, ale i koncepcja naturalistyczna. Społeczeństwo było dla liberalizmu organizacją jednostek opartą niejako na wolnej umowie (contrat social Rousseau), gwarantującej każdej jednostce jej nieprzedawnione prawa naturalne. Jest to koncepcja prawa natury. Z prawami natury, jako prawami postulowanymi, prawami normatywnymi wiąże się idea praw nomotetycznych, istniejących w społeczeństwie na wzór praw przyrodniczych.

W społeczeństwie istnieją pewne prawa wieczne, niezmienne, których gwałcić nie wolno − oto zasadnicza teza XVIII- i XIX-wiecznego liberalizmu. Prawa te są dobroczynne, dlatego nie należy ingerować w życie gospodarcze i pozostawić je swojemu własnemu losowi.

Liberalizm fizjokratyczny stworzył koncepcję wiecznych opatrznościowych praw naturalnych działających w gospodarce (l’ordre naturel), a od tej koncepcji praw naturalnych, jako praw postulowanych, jest jeden tylko krok do praw teoretycznych, do gospodarczych praw naturalistycznych na wzór praw przyrodniczych. A jeśli prawa takie istnieją, to trzeba je badać. Przedtem myśliciele, np. merkantyliści, nie znali praw naturalnych działających w społeczności ludzkiej na wzór praw przyrodniczych, znali tylko reguły postępowania, normy prawne lub etyczne, wskazania i reguły, ale nie prawa. Dlatego liberalizm przez swe prawa naturalne stał się mimo woli źródłem i podstawą teorii ekonomicznej, której zadaniem jest badanie praw teoretycznych.

Liberalizm stworzył właściwe, odpowiednie dla ekonomii założenia teoretyczne, które okazały się bardzo płodne. Postulaty liberalizmu: wolność, własność, zysk mimo woli stały się założeniami, przy których liberałowie, pierwsi ekonomiści, prowadzili swe założenia. Przyjęli oni jako podstawę swych rozważań jednorodną psychologię człowieka dążącego do zysku i to do maksimum zysku, tzw. homo oeconomicus, i jednorodny ustrój prawny i społeczny oparty na wolności i własności prywatnej. Dopiero wówczas otrzymano należytą podstawę do rozpatrywania zależności i związków zjawisk gospodarczych, bo uzyskano mimo woli najlepsze, najbardziej odpowiednie dla ekonomii upraszczające założenia metodologiczne.

Jak długo nie przyjmuje się jednorodnej psychologii gospodarczej, tj. jednorodnej motywacji człowieka dążącego do zysku, nie można wykrywać zależności zjawisk ekonomicznych, bo zjawiska te inaczej się łączą wówczas, gdy człowiek dąży do zysku, i to do maksimum zysku, a inaczej, gdy opanowany jest innymi motywami, altruistycznymi, etycznymi, narodowymi itd. Tak samo i jednorodna organizacja prawno-społeczna musiała być przyjęta jako podstawa rozważań, bo inne są zależności zjawisk gospodarczych w ustroju opartym na zasadzie wolności i własności prywatnej aniżeli w ustroju opartym na przymusie prawnym i własności zbiorowej.

Tak więc tzw. prawa ekonomii zostały zdobyte właśnie za pomocą tych uproszczeń, które po raz pierwszy poczynili liberałowie zgodnie ze swym systemem. Zgodnie ze swym systemem przyjęli, że człowiek jest wolny, tj. pozbawiony wszelkich ograniczeń, że zna swój interes i że dąży do maksimum zysku − i to właśnie stało się najlepszą podstawą metodologiczną rozważań ekonomicznych.

Istotnie, wszystkie tzw. prawa ekonomiczne opierają się na tych świadomie czy nieświadomie poczynionych założeniach. Gdy mówimy np. o prawie popytu i podaży, o tym, że cena pójdzie w górę, gdy podaż się zmniejszy, zakładamy właśnie motyw maksymalnego zysku, że kontrahenci dążą do tego maksymalnego zysku. Gdybyśmy tego nie założyli, to wcale nie otrzymalibyśmy stwierdzenia, że zmniejszenie się podaży spowoduje wzrost ceny. Gdyby sprzedawcy nie dążyli do maksimum zysku albo gdyby nie znali swego interesu, albo gdyby nie byli wolni w swej działalności gospodarczej, np. przez skuteczną reglamentację, to wcale nie nastąpiłby wzrost ceny.

Tak samo np. prawo Greshama, które mówi, że przy dwóch walutach o równej wartości imiennej, a różnej wartości wewnętrznej, gorsza wypędza lepszą z kraju, bo lepsza będzie tezauryzowana lub użyta do wypłat zagranicznych, oparte jest na tych samych założeniach liberalnych, na których opierają się i inne prawa ekonomii w swej przytłaczającej większości.

Otóż te założenia poczyniła szkoła liberalna. To są właśnie przyczyny, dla których myśl ekonomiczna ściśle związana została z myślą liberalną, dla których zrodziła się i rozwijała wraz z liberalizmem.

Oczywiście raz zrodzona myśl ekonomiczna uzyskuje już pewną suwerenność, niemniej nauka o bogactwie zachowała po dziś dzień swe związki z systemem wolności − podobnie jak i samo bogactwo ma pewne filiacje z tym systemem.

 

SYSTEM WYMIANY I PODZIAŁU PRACY

 

Rozpatrując rolę wymiany w historycznym procesie, przyjdzie nam stwierdzić, że postęp gospodarczy jest ściśle związany z rozwojem wymiany. Każdy rozwój wymiany jest czynnikiem postępu, jego oznaką lub jego skutkiem. Można cały rozwój gospodarczy sprowadzić do rozszerzenia pola wymiany. Im większe pole wymiany, tym wyższe stadium cywilizacyjne, tym wyższy stopień rozwoju gospodarczego.

Gdy wymiana obejmowała ród lub klan, znajdujemy się w stadium prymitywnej gospodarki o niskiej technice i wydajności, niskiej stopie życia i niskim poziomie kultury.

Gdy wymiana obejmowała wieś i miasto przyległe, znajdujemy się już w wyższym stadium gospodarki cechowej, miejskiej, o wyższej technice, o wyższym poziomie życia.

Gdy wymiana obejmowała całe terytorium państwa, znajdujemy się już w wyższym stadium gospodarki merkantylnej, o wyższej technice i znacznej dynamice rozwoju.

Gdy wymiana obejmowała całe kontynenty i wreszcie glob ziemski, znajdujemy się już w najwyższym stadium dotychczas osiągniętym w rozwoju gospodarczym, w stadium kapitalizmu, w stadium maszynowej techniki, o wielkiej dynamice rozwojowej i wysokim standardzie potrzeb.

Zakres wymiany jest probierzem rozwoju gospodarczego, a to dla prostej przyczyny. Bo zakres wymiany decyduje o zakresie podziału pracy. Wymiana i podział pracy to zjawiska nierozłącznie ze sobą związane. Bez wymiany nie ma podziału pracy, jak bez podziału pracy nie ma wymiany. Jeśliby każdy produkował to samo, to oczywiście wymiana byłaby niemożliwa, bo każdy miałby ten sam towar do wymiany. Odwrotnie, gdyby nie było wymiany, każdy musiałby produkować to samo, to znaczy musiałby wytwarzać wszystko to, co jest mu konieczne do życia.

Rozszerzać zakres wymiany to znaczy rozszerzać zakres podziału pracy, a to znów znaczy rozszerzać skalę i możliwości produkcji, czyli wzmagać dobrobyt.

Społeczeństwo pierwotne składało się z kilku, potem z kilkunastu zawodów, społeczeństwo średniowieczne składało się z kilkudziesięciu, potem kilkuset zawodów. Społeczeństwo współczesne składa się z niezliczonych zawodów, których w ich faktycznym zróżnicowaniu po prostu trudno by było naliczyć. Liczebność zawodów we współczesnych społeczeństwach oceniana jest na kilkadziesiąt tysięcy, jeśli się weźmie pod uwagę faktyczne zróżnicowanie prac i specjalności. Im wyższe społeczeństwo, tym więcej tych specjalności. Zacofane społeczeństwa specjalności zawodowych w nowoczesnym zrozumieniu wcale nie znają.

Im większa, im wyższa jest ta piramida zawodów i specjalności, tym w rezultacie większy jest wytwór pracy całego narodu. Wytwórczość pracy danego zawodu jest wprost proporcjonalna do liczebności zawodów i specjalności, do stopnia podziału pracy. Bo stopień podziału pracy decyduje o poziomie techniki wytwórczej. Jeśli stopień podziału pracy jest niski, to i poziom techniki wytwórczej musi być niski. Mechanizacja produkcji, racjonalizacja i organizacja produkcji są wynikiem podziału pracy i dalej prowadzą podział pracy. Ale stopień podziału pracy, który decyduje o poziomie wytwórczości i wielkości dochodu społecznego, jest jak powiedzieliśmy, zależny od zakresu i stopnia wymiany.

I tu wracamy do wymiany jako nerwu i sprężyny gospodarki, jako najsilniejszego motoru postępu. Wszelkie ograniczanie zakresu lub stopnia wymiany jest ograniczeniem dobrobytu, jest ograniczeniem sił wytwórczych, jest tworzeniem nędzy i bezrobocia.

Ograniczenie zakresu lub stopnia wymiany to motor regresu gospodarczego. I to właśnie widzimy w chwili obecnej.

Tragedią dzisiejszej ludzkości jest, że grzeszy ustawicznie przeciw prawom wymiany i podziału pracy.

Gdy ludzkość tworzy wciąż nowe ograniczenia w międzynarodowej wymianie, zrywa zasadę międzynarodowego podziału pracy, a tym samym unieruchamia szereg przemysłów i szereg gałęzi produkcji. Jeśli Chile ma nadmiar saletry, Brazylia nadmiar kawy, Egipt nadmiar bawełny, Meksyk nadmiar ropy naftowej, Kanada nadmiar pszenicy, Niemcy nadmiar maszyn − a wszystkie te kraje nie chcą wzajemnie wymieniać swych produktów, każdy z nich cierpieć będzie nadprodukcję, co będzie źródłem ich nędzy i bezrobocia.

Gdyby narody zamknęły się całkowicie, gdyby całkowicie zerwały międzynarodowy podział pracy, poważna część ludności wszystkich państw byłaby niepotrzebna, stałaby się bezrobotna − w jeszcze większej mierze niż to widzimy dziś. Liczebność ludzkości zmniejszyłaby się zapewne bardzo poważnie, zdziesiątkowana głodem i nędzą względnie wojnami z tego wynikającymi.

Cywilizacja ludzkości opadłaby na poziom o wiele niższy od obecnego. Wiele dóbr byłoby nieosiągalnych, zarówno dóbr duchowych, jak kulturalnych i gospodarczych. Technika w braku szeregu specjalistów czy maszyn, stanowiących specjalność zagranicy, obniżyłaby się znacznie. Jednym słowem, wytwór pracy rocznej uległby zmniejszeniu.

Sen o autarkii jest nie tylko ułudą, ale jest złym snem podszeptywanym przez najgorszych i najciemniejszych przedstawicieli ludzkości, przez reakcjonistów, którzy by chcieli cofnąć ludzkość jako całość i cofnąć kulturę gospodarczą i duchową każdego narodu z osobna. Państwo, które będzie wyłączone z wymiany międzynarodowej w ten czy inny sposób, zostanie cofnięte w swej kulturze materialnej i duchowej, zostanie spauperyzowane i osłabione.

Jaki jest sens współczesnej techniki, jeśli nie zbliżenie narodów? Technika skraca przestrzenie i ułatwia wymianę towarów i myśli, zbliża narody i państwa. Kolej, automobil, aeroplan, telegraf, radio, film, płyta gramofonowa, książka, gazeta, ilustracja, czek bankowy − wszystko to zbliża narody między sobą. Autarkiści chcą albo technikę unicestwić, albo ją pozbawić sensu. Co nam przyjdzie z aeroplanu, jeśli paszporty pozbawią nas wolności ruchu? Co nam przyjdzie z filmu, płyty i książki, jeśli zakazy przywozu uniemożliwią nam ich sprowadzenie? Co nam przyjdzie z doskonalej techniki bankowej, jeśli ograniczenia dewizowe uniemożliwią przekazywanie kapitałów i pieniędzy?

Cały sens współczesnej techniki polega na ułatwieniu wymiany, cały sens współczesnej polityki polega na unicestwianiu wymiany. Pomiędzy polityką a techniką prowadzona jest stała i systematyczna walka. Kultura polityczna nie dotrzymuje kroku kulturze technicznej i grozi unicestwieniem owoców techniki przez unicestwienie wymiany. Postęp techniki jest rezultatem postępującego podziału pracy, dlatego walka z podziałem pracy jest walką z techniką.

Myliłby się jednak, kto by przypuszczał, że zagrożona jest tylko wymiana międzynarodowa, zagrożona jest również i wymiana wewnętrzna, wewnątrz poszczególnych państw.

Zagrożony jest nie tylko międzynarodowy podział pracy, zagrożony jest i społeczny podział pracy wewnątrz poszczególnych państw, który w końcu musi się odbić i na technicznym podziale pracy. Zagrożenie wychodzi od strony usztywnień monopolistycznych i reglamentacyjnych, od strony karteli, monopoli, reglamentacji i koncesji, utrudniających zakres konkurencji, czyli utrudniających wymianę.

Odpowiednikiem autarkizacji świata jest autarkizacja poszczególnych okręgów i działów produkcji wewnątrz państwa. Chłop coraz bardziej zamyka się wewnątrz swojego gospodarstwa. Nie kupuje zapałek, nafty, towarów włókienniczych, nie kupuje obuwia, nie kupuje urządzenia domowego, stołów i stołków, ale poczyna sobie sam to wszystko wyrabiać. Nie jeździ koleją, ale furmanką nawet na dalekich przestrzeniach. Nie pije wódki, ale pędzi samogonkę. Nie kupuje papierosa, ale gdzie może, sam uprawia tytoń i sporządza sobie surogat papierosów.

Ale i w innych zawodach widzimy tę samą tendencję. Panuje ogólne nastawienie, by tego, co można wytworzyć własną pracą we własnym gospodarstwie, nie nabywać w wymianie, by wymianę wykluczyć w coraz większej mierze z gospodarstwa każdego z nas.

Rzemieślnik, robotnik, urzędnik stara się w miarę możności unikać cudzych usług. Unika tramwaju, jeśli tylko może iść pieszo, nie licząc się z czasem, który wszak ma w nadmiarze. Unika usług kupca-detalisty, choćby to było połączone ze stratą czasu i wygód, starając się kupić w centrali czy u hurtownika. Unika usług służby domowej, choćby to było połączone z uszczerbkiem jego siły produkcyjnej w jego własnym zawodzie. Unika usług rzemieślnika, jeśli tylko może, starając się wszystko zrobić samemu w miarę możności. Unika usług lekarza, starając się leczyć samemu. Unika usług adwokata, sam występując w procesie.

Co to wszystko oznacza? Oznacza to, że panuje ogólna tendencja skierowana przeciwko podziałowi pracy. Człowiek stara się nie korzystać z usług drugiego, który pracuje lepiej i wydatniej, i taniej, stara się robić wszystko sam, choć pracuje gorzej, mniej wydajnie i drożej.

Każdy zawód stara się zamknąć w sobie, utrudnić dostęp do niego drugim. Każdy zawód chciałby wyłączyć się z pola wolnej konkurencji przez jakieś ograniczenia czy przywileje. Ogólny wytwór pracy społeczeństwa przez to ulega zmniejszeniu, dochód społeczny kurczy się.

Jest to tendencja skierowana przeciw wymianie wewnętrznej, tendencja gospodarczego odgradzania się jednego od drugiego. Zamykają się gospodarstwa indywidualne, chcąc w jak najmniejszej mierze korzystać z usług innych. Zamykają się zawody i poszczególne korporacje.

Jest to droga prowadząca do pauperyzacji kraju, do zubożenia. Bo droga prowadząca do dobrobytu to droga ożywienia wymiany, to droga podziału pracy. Wszystko, co ożywia wymianę, powiększa dobrobyt, wszystko, co utrudnia wymianę, umniejsza dobrobyt. Bo wszystko, co ożywia wymianę, powiększa zakres i stopień podziału pracy, a to decyduje o wielkości wytworu rocznego, jak to przedstawił po raz pierwszy z taką plastyka i siłą jeszcze Adam Smith.

Nie jest też rzeczą przypadku, że liberalizm gloryfikuje wymianę i podział pracy. Wszak liberalizm to system wymiany, to nauka głosząca dobroczynne skutki ułatwiania i ożywiania wymiany. Nauka, która zaleca ułatwianie wymiany pomiędzy narodami na zewnątrz i ułatwianie wymiany wewnątrz pomiędzy gałęziami produkcji. Program usuwania przeszkód wymiany, usztywnień i monopoli to program liberalizmu.

I znów nie jest rzeczą przypadku, że ojciec ekonomii współczesnej, a zarazem ojciec liberalizmu współczesnego, rozpoczął swe wielkie dzieło Badania nad naturą i przyczynami bogactwa narodów od nauki o podziale pracy, że dzieło to jest jednym wielkim peanem na cześć podziału pracy, a zarazem na cześć wolności. Bo jeśli ktoś przywiązuje tak wielką wagę do podziału pracy, musi żądać ułatwienia wymiany, a jeśli kto chce ułatwiać wymianę, musi żądać wolności gospodarowania. Toteż liberalizm został ufundowany przez rodzącą się wówczas naukę ekonomii, jak na odwrót, rodzący się liberalizm był podbudową ułatwiającą narodziny ekonomii jako nauki.

Ekonomia staje się nauką o wymianie i staje w obronie wymiany. I właściwie cała mądrość ekonomistów streszcza się w tym jednym: ułatwiać wymianę dóbr, kapitałów, pracy, usług, idei, ułatwiać podział pracy zarówno pomiędzy kontynentami, narodami, warstwami społecznymi i zawodami, powiększać w ten sposób wytwór pracy. Wszystko inne jest konsekwencją tego zasadniczego stanowiska.

I dlatego ekonomia tak silnie związała się z liberalizmem jako programem wymiany i programem podziału pracy, bo sama ona jest także nauką o wymianie i podziale pracy.

Liberalizm jako program przechodził różne ewolucje. Miał charakter programu rewolucyjnego i reakcyjnego, miał charakter programu aktywnego i programu pasywnego. Wielu wydawało się, że liberalizm to po prostu program kwietyzmu, program nieróbstwa, leseferyzmu. Dziś liberalizm staje się znowu trudnym i ciężkim do zrealizowania programem, ale programem rewolucyjnym, aktywnym, wymagającym wielkiego wysiłku − staje się niemal utopią. Wymaga on przede wszystkim podstawowego warunku współpracy i wolności, jakim jest pokój na zewnątrz i wewnątrz.

Wymaga on wysokiej oświaty i kultury mas, wymaga demokracji politycznej, wymaga demokratyzacji własności i możliwie wyrównanego rozdziału dochodów, wymaga stworzenia całokształtu warunków uniemożliwiających tworzenie monopoli, trustów, karteli czy innych form przywilejów i przewagi.

Niewątpliwie liberalizm dla zastosowania praktycznego wymaga spełnienia wielu założeń dziś nieistniejących, których spełnienie jednak jest warunkiem dalszego rozwoju cywilizacji po dotychczasowych liniach.

Współczesny kryzys cywilizacji jest kryzysem liberalizmu, a kryzys liberalizmu jest kryzysem wymiany i podziału pracy.

 

LIBERALIZM A FISKALIZM

 

Zagadnienie liberalizmu ma swój odpowiednik w zagadnieniu fiskalizmu. Państwo liberalne jest państwem umiarkowanego obciążenia fiskalnego. Natomiast państwo antyliberalne jest państwem przeciążenia podatkowego, jest państwem hiperfiskalizmu, który staje się molochem pożerającym coraz większą część dochodu społecznego, coraz większą część substancji majątkowej społeczeństwa.

W miarę jak państwo powiększa swe funkcje i zadania, w miarę jak państwo zajmuje się wszystkim, wszystko reglamentuje i kontroluje, rośnie jego budżet i rośnie nacisk fiskalny na obywateli.

Tam, gdzie nacisk ten natrafia na pewne granice techniczno-podatkowe, tam rozwija się monopolizm fiskalny i etatyzm fiskalny, wreszcie wzmaga się nacisk fiskalny państwa na pieniądz i kredyt, który staje się źródłem dochodów dla skarbu (inflacja skarbowa).

W miarę zaś jak przeciążenie podatkowe (tą czy inną drogą) rośnie, rosną objawy rozstroju i zwyrodnienia kapitalizmu. Całe gałęzie produkcji stają się nierentowne, niezdolne do prowadzenia produkcji i do sprostania zadaniom gospodarki. Zachodzi potrzeba pomocy i opieki ze strony państwa, konieczność prowadzenia inwestycji publicznych na wielką skalę, konieczność przejęcia przedsiębiorstw przez państwo. Jednym słowem, państwo musi w coraz większej mierze spełniać zadania, jakich przedsiębiorstwa przeciążone podatkami i innymi ciężarami publicznymi nie mogą spełniać. Następuje to, co literatura niemiecka nazywała „zimną socjalizacją” (kalte Sozialisierung), tj. przejęcie deficytowych przedsiębiorstw, którym państwo nie mogło dać upaść.

Powstaje w ten sposób circulus vitiosus. W miarę jak przeciążenie podatkowe rośnie, rośnie sfera reglamentacji i etatyzmu, w miarę jak rośnie reglamentacja i etatyzm, rośnie dalej przeciążenie podatkowe.

Tą drogą zjawia się siła działająca stale w kierunku wypierania gospodarstwa prywatnego na rzecz państwa, stały czynnik ekspropriacyjny, który przewłaszcza coraz większą cześć dochodu i majątku społecznego na rzecz ciał publicznych.

Obecny system ma swój odpowiednik w hiperfiskalizmie, który rośnie w sposób lawinowy, w sposób zagrażający podstawom ustroju prywatnej własności.

Przed wojną fiskalizm wykazywał dość duże znamiona stabilizacji. Przed wojną państwo i samorządy w krajach prowadzących zabierały około 10% dochodu społecznego.

Po wojnie tendencja rozrostu fiskalizmu ogromnie wzrosła na sile. Z każdym niemal rokiem udział państwa w dochodzie społecznym rośnie. Udział ciał publicznych w dochodzie społecznym wzrósł w stosunku do okresu przedwojennego 2- i 3-krotnie, a nawet w niektórych krajach totalnych więcej. Wynosi on dziś w prowadzących krajach świata około 30% dochodu społecznego, licząc wszystkie obciążenia na rzecz państwa, samorządów i ciał publicznych. W państwach totalnych, prowadzących akcję zbrojeniową na gigantyczną miarę, udział ten wykazuje szczególnie wielką dynamikę.

Żaden system nie stoi w miejscu. System cofa się lub rozwija. Współczesny neomerkantylizm, współczesny etatyzm albo cofnie się i skurczy, rozpoczynając odwrotny proces swej ewolucji, albo rozwijać się będzie dalej, aż osiągnie kres swej ewolucji w całkowitej etatyzacji życia gospodarczego.

I niechaj zwolennicy dzisiejszego systemu nie sądzą, że można to, co jest dziś, utrzymać na stałe. Bo mechanizm, którym operują, ma te właściwości, że znajduje się w ruchu przyspieszonym, który stanie dopiero wówczas, aż dojdzie do ostatnich granic ekspropriacji.

Zagadnienie liberalizmu jest zagadnieniem fiskalizmu, a zagadnienie fiskalizmu jest zagadnieniem prywatnej własności. W miarę jak społeczeństwa odchodzą od liberalizmu, muszą coraz silniej przykręcać śrubę podatkową, a tym samym deformować kapitalizm, który wyrodnieje i nie jest w stanie spełniać swych funkcji. Tym samym musi się ograniczać zasięg prywatnej własności, której coraz większa część dostaje się w krąg skarbu.

Jest to ewolucja, która zagraża nie tylko warstwom dysponującym prywatną własnością, ale i zagrażająca w najwyższym stopniu i stopie życiowej klas pozbawionych własności, żyjących jedynie z dochodu pracy. Po zetatyzowaniu prywatnej własności fiskalizm wcale nie zatrzymuje swego biegu, wcale nie staje w swym rozwoju, ale siłą ciężkości biegnie dalej, żądając dalszych ofiar. I sfery pracujące coraz większą część swego dochodu muszą oddawać państwu, obniżając swą stopę życiową.

Rozwój fiskalizmu to dynamika pauperyzacji szerokich warstw, to rozwój procesu obniżania stopy życiowej obywateli, którzy korzystając z opieki państwa, coraz większą część dochodu w zamian za opiekę tę oddają.

Niewątpliwie przyjdzie dzień, gdy obywatele korzystający z tej opieki spostrzegą, że operacja ta jest bilansowo dla nich negatywna, że nakłada zbyt wiele ofiar w stosunku do tego, co w zamian daje. I z tego punktu widzenia dostrzegamy związki pomiędzy bogactwem a wolnością.

 

POSTĘP WARUNKIEM LIBERALIZMU

 

Ustrój, który nazywamy czystym kapitalizmem (system wolnokonkurencyjny oparty na wysokiej technice przemysłowej), ma swe specyficzne reguły gry. Jest to ustrój nie równowagi, ale nadwyżki. Kapitalizmem nazywamy ten ustrój nie dlatego, że jest to ustrój prowadzony przez kapitał, ale dlatego, że jest to ustrój oparty na kapitalizacji. Jest to ustrój wytwarzający nadwyżkę wartości, stwarzający czysty dochód zdolny do kapitalizacji.

Jest to ustrój w swym założeniu nadwyżkowy, nie tylko reprodukujący wartości zużyte przez gospodarkę, ale produkujący jakąś nadwyżkę, która zainwestowana podnosi dalej poziom gospodarki. Kapitalizm jest ustrojem nie statyki, lecz dynamiki. Jest to ustrój dynamiczny, który zakłada rozwój, stałe podnoszenie się poziomu gospodarki i stopy życiowej ludności.

Ustrój ten funkcjonuje normalnie tylko wtedy, gdy wytwarza czyste nadwyżki zdolne do kapitalizacji, tj. wówczas, gdy się rozwija. W momencie gdy rozwój staje, gdy gospodarka nie idzie naprzód, tym bardziej zaś wówczas, gdy gospodarka cofa się, powstają zaburzenia funkcjonalne całego organizmu. Już statyczny kapitalizm, a cóż dopiero kapitalizm regresyjny, należy do patologii.

Kapitalizm statyczny czy regresyjny jest zaprzeczeniem istoty kapitalizmu, który polega na nieustannym rozwoju, na nieustannym marszu naprzód. Przy kapitalizmie statycznym czy regresyjnym tworzą się produkty rozkładu i marazmu, kapitalizm taki bowiem nie jest zdolny do normalnej pracy.

Kapitalizm jako system nadwyżkowy oparty jest na zasadzie rentowności, a zasada rentowności orzeka, że produkcja rozwijać się może tylko wówczas, gdy daje nadwyżki. Produkcja w kapitalizmie prowadzona jest dla zysku, a produkcja niedająca zysku prędzej czy później staje w swym biegu. Stąd pozbawić jakiś dział produkcji rentowności, to pozbawić go warunków rozwoju. Mutatis mutandis obowiązuje to w skali całej gospodarki. Jeśli elementy danego gospodarstwa decydujące o kosztach produkcji narodowej, a więc ceny, płace, procenty, czynsze, podatki, opłaty, taryfy, cła, czas pracy, wydajność pracy, pośrednictwo itd., ułożą się w ten sposób, że dla przedsiębiorcy, na którego rachunek prowadzona jest produkcja, nie pozostanie żadna nadwyżka, produkcja narodowa skurczy się, a kapitalizm przybierze postać regresyjną, patologiczną.

Szanse liberalizmu związane są tylko z kapitalizmem rozwojowym, dynamicznym. Liberalizm nie ma żadnych szans wówczas, gdy kapitalizm stanie w swym rozwoju albo znajdzie się w regresji. Kapitalizm regresyjny będzie musiał ustąpić miejsca innym ustrojom, organizującym siły wytwórcze kraju w inny sposób.

Istotą więc problemu liberalizmu jest stworzenie warunków dla kapitalizmu dynamicznego, warunków, w których nadwyżka wartości będzie stale wytwarzana, w których poziom produkcji i stopa życiowa ludności będą stale wzrastały.

Jakież to są warunki?

Rozwój kapitalizmu, jego tempo i zdolności rozwoju w różnych okresach i stadiach przedstawiają, się różnie.

Inną dynamikę rozwojową widzimy wówczas, gdy świat otwarty jest dla zdobyczy kapitalizmu, a inną wówczas, gdy świat się zamknął, a terenów do ekspansji nie ma.

Inną dynamikę rozwojową widzimy w okresie postępu techniki, a inną przy technice statycznej.

Inną dynamikę rozwojową widzimy wówczas, gdy ludzie i kapitały mogą płynąć z jednego obszaru do drugiego, a mianowicie tam, gdzie są najlepsze warunki rozwoju, a inną dynamikę wówczas, gdy kraj jest niedostępny dla przypływu kapitału i techniki z zagranicy.

Inną dynamikę rozwoju widzimy w okresie trwałego pokoju, w okresie pewności i zaufania, inną w okresie wyścigu zbrojeń, w okresie ogólnej niepewności i nieufności.

Inną dynamikę rozwoju widzimy w okresie, w którym ciężary publiczne są niewielkie, inną w okresie, gdy ciężary publiczne przytłaczają produkcję i handel.

Inną dynamikę widzimy wówczas, gdy gospodarka jest elastyczna, wolna w możliwościach dostosowania się do zmieniających się warunków, a inną w okresie, w którym gospodarka jest usztywniona raz na zawsze.

Inną dynamikę widzimy wówczas, gdy społeczeństwo jest gospodarne i oszczędne, nastawione na dobrobyt, a inne, gdy społeczeństwo jest niegospodarne i nieoszczędne, nastawione na osiąganie jakichś innych celów.

Inną dynamikę widzimy wówczas, gdy społeczeństwo zbudowane jest na zasadach przywileju, gdy struktura rozdziału dochodów jest wadliwa, gdy wielkiemu luksusowi towarzyszy wielka nędza, a inną przy wyrównanej strukturze rozdziału dochodów.

Te przykłady dostatecznie zilustrowały warunki, od których zależy rozwój kapitalizmu.

Ogólnie powiemy: każdy rozwój oświaty, wiedzy, każdy postęp kultury oszczędnościowej, każdy rozwój techniki wytwarzania, każdy postęp kultury politycznej (utrwalenie pokoju), każdy postęp w zakresie wymiany i podziału pracy (rozbudowa rynków), każdy postęp w zakresie struktury rozdziału dochodów (walka z pauperyzmem i nędzą), każdy postęp w zakresie otwarcia świata dla emigracji i dla ruchu kapitałowego jest czynnikiem dynamizującym gospodarkę.

Podstawową siłą dynamizującą gospodarkę jest rentowność.

Wszystkie warunki zapewniające gospodarce rentowność zapewniają jej rozwój i chronią ludność przed klęską bezrobocia.

Jest to prawda podstawowa, która wyda się wielu banalna, której jednak pełne zrozumienie przez społeczeństwa i zastosowanie w praktyce posiada fundamentalne znaczenie ustrojowe i gospodarcze.

A więc wszystkie elementy układu gospodarczego, w szczególności podatki, opłaty, taryfy, ceny, płace, procenty, renty, muszą być ułożone w ten sposób, by produkcja za ich pomocą dała jeszcze nadwyżkę − inaczej kapitalizm otrzymuje postać regresyjną.

A więc jeśli podatki, świadczenia i opłaty będą nadmierne, rentowność może zniknąć, a razem z tym pojawi się bezrobocie.

Jeśli ceny będą zbyt niskie w stosunku do kosztów produkcji albo jeśli place będą zbyt wysokie w stosunku do cen, nadwyżka może zniknąć, a kapitalizm przestanie funkcjonować.

Jeśli rynki zbytu ulegną zacieśnieniu drogą tych czy innych przeszkód, rentowność zniknie, a produkcja objęta będzie marazmem.

Szanse liberalizmu to szanse rentowności. Jeśli produkcja pozbawiona będzie rentowności, kapitalizm straci nerw swego życia, podstawę swego działania i skazany będzie na zamarcie.

Praca nad odrodzeniem liberalizmu to praca nad realizacją zasady rentowności w najszerszej skali. Odwrotnie wszystko, co przyczynia się do urentownienia gospodarki, przyczynia się do odrodzenia wolnego gospodarstwa prywatnego.

I tu wracamy do tego samego: do ścisłego związku, jaki zachodzi pomiędzy bogactwem a wolnością, systemem nadwyżkowym a systemem wolnościowym.

 

CUDOTWÓRSTWO A EKONOMIA

 

I. Polityków i ekonomistów można podzielić na dwie grupy:

Jedni żądają wiele od państwa i chcą, by państwo w zamian wiele żądało od obywateli. Zdają sobie sprawę z tego, że tam gdzie państwo ma wiele dawać swym obywatelom, musi z konieczności i wiele brać od obywateli. Co prawda osoby dających i biorących nie muszą być identyczne. Jedni mogą państwu dawać, a inni mogą od państwa tylko brać. Ale na długą metę i w większości wypadków zbieżność ta jest konieczna. Obywatele, którzy wiele wymagają od państwa, muszą w zamian państwu wiele ofiarować. Państwo wykazujące rozległą sferę działalności, państwo etatystyczne jest z reguły państwem przeciążenia podatkowego. Wysokie premie i liczne subwencje idą w parze z licznymi egzekucjami skarbowymi. Jednym biedakom państwo daje zapomogę, drugim biedakom licytuje krowę. Czasem też się dzieje, że państwo daje premię wielkiemu kartelowi, a fundusze na ten cel czerpie ze zlicytowanej krowy.

Drudzy znów żądają mało od państwa, ale chcą, by na odwrót państwo mało wymagało od obywateli. Niechaj państwo wiele nie daje swym obywatelom, ale też niechaj niewiele bierze od swych obywateli! Państwo jest z natury swej nieoszczędne i dając obywatelom wiele, musi o wiele więcej brać od obywateli. Duża suma wartości ginie w drodze od źródła do ujścia pieniędzy podatkowych, ogromne kwoty przepadają na samą administrację tych sum, na utrzymanie biurokracji. Obywatele z reguły wychodzą niedobrze na rozległej twórczości państwa. Gdy państwo wiele daje, powstaje wzmożona walka o władzę w państwie, bo władza ta zapewnia całym grupom lub klasom dodatkowy udział w dochodzie społecznym. Nie zawsze zresztą to dawanie państwa odbywa się wedle zasad sprawiedliwości. Nie zawsze też zasadom tym odpowiada i samo branie. Etatystyczne państwo z reguły powiększa tylko niesprawiedliwość społeczną (powiększając ją także przez rozwijanie monopolizmu i kartelizmu związanego nierozłącznie z etatyzmem).

To są dwa zasadnicze poglądy na istotę państwa i jego rolę. Wszelkie programy reformatorów i działaczy dadzą się zgrupować w tych dwóch kategoriach: wiele dających i wiele biorących albo mało dających i mało biorących od państwa.

Przed wielkim kryzysem walka programów politycznych i społecznych poruszała się z reguły po tych dwóch liniach. Programy były na ogół jasne, szczere i uczciwe.

Obecnie jesteśmy świadkami szerzenia się programów nowego typu, niepodpadającego pod te dwie kategorie. Na arenę publiczną w wielu krajach różnych kontynentów weszli tzw. cudotwórcy gospodarczy. Cudotwórstwo stało się szeroko rozgałęzionym ruchem. Cudotwórcy chcą dawać wszystkim z niczego. Głoszą, że państwo powinno wiele dawać, ale mało brać. Zapomogi, premie, renty, radio i automobil, ale to wszystko bez obciążeń. Przyrzekają ludziom raj na ziemi, który zrealizuje państwo, sypiąc z rogu obfitości, obdarowując wszystkich na prawo i lewo. Ale, broń Boże, podatki nie będą podwyższone, bo przecież państwo ma dawać, a nie brać. A jeśliby podatki musiały być podwyższone, to tylko... od milionerów. Milionerzy zapłacą wszystko.

Powiadają, że bieg rzek w gospodarce da się odwrócić czystym woluntaryzmem, że można gospodarkę, ten synonim braku, przemienić w róg obfitości, z którego czerpać się będzie bez pracy.

Liczba reformatorów tego typu po wojnie ogromnie wzrosła. W wielkim kryzysie cudotwórstwo osiągnęło natężenie szczególnie wielkie.

W Stanach Zjednoczonych prym w tym względzie wiódł dyktator Luizjany, Huey Long, zamordowany w roku 1935. Jego ruch podziału bogactw (share the wealth) nie zmierzał do pozbawienia nikogo majątku. Dochody do 1 miliona dolarów i majątki do 8 milionów dolarów pozostawiał nietknięte. Chodziło mu − jak powiadał − nie o pozbawienie majątku dotychczasowych milionerów, ale o tworzenie nowych milionerów. Chciał pomnożyć liczbę małych milionerów kosztem wielkich, multimilionerów. „Każdy sobie królem” (everyman a king), każdy ma prawo być milionerem. Obywatelom swym Huey Long zapewniał majątek 5 000 dolarów na rodzinę, dom z ogrodem, automobil i radioaparat.

Podobny program głosił kaznodzieja radiowy ks. Caughlin, twórca tzw. Ligi Sprawiedliwości Społecznej, którego przemówienia codziennie nadawało w kryzysie szereg radiostacji amerykańskich dla milionów ludzi zachwyconych tak pięknym programem.

Trzeci w tym bloku był dr Townsend, który przyrzekał swym obywatelom pensję 200 dolarów miesięcznie.

Wszyscy trzej tworzyli grupę cudotwórców, którzy eksploatowali ferment wytworzony w Stanach Zjednoczonych w okresie wielkiego kryzysu, wykorzystując szeroko rozpowszechnione w Ameryce poglądy technokratów przyrzekających raj na ziemi. Cały ten ruch osłabł z chwilą wejścia Stanów w fazę poprawy (lata 1935/36).

Cudotwórstwo w okresie kryzysu szerzyło się i w Kanadzie. Pierwsze swe zwycięstwo cudotwórcy odnieśli w stanie Alberta. Zrozpaczeni chłopi dali się uwieść nęcącym hasłom głoszonym przez partię tzw. kredytu społecznego (social-credit). Partia ta, której ojcem duchowym jest major Douglas z Londynu, teoretyk kredytu społecznego, tj. kredytu konsumpcyjnego, występowała na terenie całej Kanady. W stanie Alberta partia ta prowadzona była przez nauczyciela ludowego Aberharta wybranego w roku 1935 gubernatorem stanu. Przyrzekał on obywatelom stałą pensję miesięczną po 25 dolarów tygodniowo, a środki na ten cel miały być zebrane przez wydanie certyfikatów kredytu społecznego. Pierwsze skutki cudotwórstwa Aberharta od razu wystąpiły po objęciu przez niego rządów w stanie Alberta. Nastąpił run na banki, które musiano zamknąć. Ogłoszono ogólne moratorium, pożyczki stanowe spadły katastrofalnie.

I w Europie szerzy się cudotwórstwo gospodarcze. W niektórych krajach wyrosły wielkie partie polityczne na tle wiary w cudotwórstwo, bądź szczerze, bądź cynicznie głoszonej, służącej jako instrument zdobycia władzy. Radykalizmy różnych odcieni, oparte na naiwnej wierze we wszechmoc państwa i organizacji, podniosły głowę. Cudotwórstwo jest znamieniem naszej epoki. Wszak stare więzy i tradycyjne normy nauki i sztuki są zrywane − jest więc pole dla wszystkich najbardziej niedorzecznych koncepcji i iluzji.

Technokraci, teoretycy bezprocentowego kredytu, zwolennicy tzw. Schwundgeldu i innych form cudownego pieniądza, autarkiści, którzy chcą w „narodowym” państwie stworzyć raj na ziemi, twórcy wiecznej koniunktury, twórcy wielkich robót publicznych finansowanych z niczego − to chwasty wielkiego kryzysu.

Rozumiemy dobrze, że poglądy na istotę państwa, jego funkcje i rolę mogą być różne, że w różnych sytuacjach i warunkach ich użyteczność, ich zastosowalność i celowość może być różna. Ale użyteczność cudotwórstwa jest zawsze jednakowa. Budzi ono nadmierne nadzieje, których nie można spełnić. Oddaje władzę demagogom. Stwarza ruchy, których nie można zamortyzować, a które prowadzą do strasznych rozczarowań.

II. Cudotwórstwo, które się dziś bujnie pleni po rozłogach świata, jest jednym z największych wrogów zagrażających dziś ludzkości.

A lekarstwem na nie jest tylko podniesienie kultury i wiedzy gospodarczej, popularyzacja najbardziej esencjonalnych, najbardziej istotnych prawd ekonomii, które nie dotarły wcale do ludu. Szerokie masy znają abecadło wielu nauk, ale abecadło ekonomii pozostało dla nich obce.

I trzeba powiedzieć, że sytuacja w tym względzie pogarsza się z roku na rok, a nie poprawia. Z każdym rokiem powstaje większy rozdźwięk pomiędzy ekonomią a ludnością, w tym sensie, iż znajomość elementarza ekonomicznego staje się zjawiskiem coraz rzadszym. Zamiast pielęgnować nauki ekonomiczne, coraz częstsze i modniejsze stają się ataki na ekonomię jako naukę. Coraz częściej słyszy się z najwyższych miejsc, jak to ekonomia po wojnie zawiodła, jak to nie zdała egzaminu życia, niemal zbankrutowała.

Szerokie rzesze rozczarowały się do ekonomii. I nie trudno domyślić się, dlaczego. Zapewne dlatego, że jest źle, że życie gospodarcze znajduje się w upadku i rozprzężeniu, że nędza i bezrobocie zataczają coraz szersze kręgi. Jeśli temu nie można zaradzić, to czyż nie jest to dowodem, że winę ponoszą ekonomiści, powołani wszak do zapisywania cudownych środków i lekarstw na kryzys?

Po prostu trudno walczyć z tak naiwnym ujęciem sprawy. Wszak to nie ekonomiści ponoszą odpowiedzialność za zniszczenia wojenne, za szaleńczy wyścig zbrojeń nakładający ogromne ciężary, za bezsensowną i wyniszczającą się wzajemnie walkę gospodarczą, która szaleje w całej Europie, za zakazy emigracyjne, które uniemożliwiają odpływ spauperyzowanej ludności, za nadużywanie kredytu, za etatyzm i hiperfiskalizm, za brak zaufania, za gospodarkę monopolistyczną, kontyngentową i koncesyjną, która zapanowała na świecie pod ochroną prohibicyjnych taryf, kontyngentów, clearingów i zakazów dewizowych, za deptanie prawa i naruszanie własności.

Tak jak medycyna nie odpowiada za wybuch epidemii, tak jak technika nie odpowiada za klęskę wylewu czy trzęsienia ziemi, tak jak nauka prawa nie odpowiada za przestępstwa i nadużycia, a nauka historii − za wojny i rewolucje, które opisuje i wyjaśnia, tak i ekonomia nie odpowiada za kryzys, nędzę i bezrobocie, zawinione przez spiętrzenie się namiętności ludzkich.

To nie ekonomiści ponieśli klęskę w czasach powojennych. Słabym punktem rozwoju wypadków powojennych okazała się nie ekonomia, ale jedynie niska kultura gospodarcza społeczeństw. W okresie powojennym, a więc w okresie wyjątkowych sytuacji gospodarczych, w których nie wystarczała rutyna i doświadczenie, ale wymagana była twórcza myśl i bystra orientacja w zawiłych procesach gospodarczych, niejednokrotnie wychodziło na jaw, że na czele państwa stawali ludzie, którym obcy był elementarz nauk ekonomicznych.

Ekonomia nie dotarła zupełnie do mas. Co więcej, nie dotarła nawet do klas oświeconych w społeczeństwie. Gdy elementarz innych nauk jest wspólnym dobrem wszystkich klas oświeconych, to elementarz ekonomii nie stanowi wspólnej własności nie tylko klas oświeconych, ale nawet większości praktyków gospodarczych zajmujących czołowe stanowiska w resortach gospodarczych państwa, w bankowości czy przemyśle.

Tak więc praca nad podnoszeniem i ugruntowaniem kultury i wiedzy gospodarczej społeczeństwa jest jednym z najważniejszych zadań państwowych, bo jedynie ta praca może uchronić społeczeństwo i państwo od tego, by do steru spraw państwowych dostawali się ludzie nieorientujący się nawet w abecadle prawd ekonomicznych, a co za tym idzie, uchronić może od nieobliczalnych szkód.

 

BEZPIECZEŃSTWO A POSTĘP

 

Dwie sprzeczne zasady, dwa sprzeczne cele, walczą dziś o pierwszeństwo w gospodarce współczesnej: bezpieczeństwo i postęp.

Gospodarka współczesna opanowana jest dziś przez strach przed niebezpieczeństwem faktycznym czy też urojonym, lęka się wstrząsów i burz związanych z silnymi wahaniami koniunktury, które wprowadzają moment niepewności, które mnożą ryzyko.

Gospodarka współczesna nastawia się przede wszystkim na eliminowanie tego ryzyka za każdą cenę. Zainteresowani bronią się systemem ubezpieczeń, związków, regulacji i ustaw. Ubezpieczenia społeczne chcą wykluczyć ryzyko robotnicze, ubezpieczenia majątkowe i życiowe − ryzyko zarobkujących samodzielnie, kartele, syndykaty i związki − ryzyko przedsiębiorców, interwencjonizm państwowy i ustawodawstwo gospodarcze − ryzyko całego życia gospodarczego.

W ten sposób gospodarka podlega wiązaniu i usztywnieniu z punktu widzenia uniknięcia ryzyka, wyeliminowania niebezpieczeństwa i niepewności, jakie przynosi ze sobą wolna konkurencja, rynkowe współzawodnictwo wolnej gospodarki.

Z drugiej strony jednak społeczeństwo chciałoby gospodarkę swą kształtować możliwie dynamicznie, to jest chciałoby nie tylko uniknąć zastoju, ale realizować postęp gospodarczy. Chciałoby ono rozwijać przemysł i rolnictwo, podnosić stopę życiową obywateli, powiększać bogactwo i dochód społeczny. Wiadomo bowiem, że jedynie tą drogą może skutecznie walczyć z bezrobociem i nędzą.

Te dwie zasady w praktyce życia okazują się jednak w dużej mierze przeciwstawne, tj. kolidują ze sobą, wzajemnie się osłabiając. Kto chce realizować zasadę bezpieczeństwa, ten musi w dużej mierze zrezygnować z zasady postępu i odwrotnie.

Bo zasada postępu da się realizować przez otwarcie wrót dla wolnej konkurencji, przez wolne współzawodnictwo przedsiębiorców na rynku, przez wolną myśl i technikę, wolną umowę, wolny handel międzynarodowy i wewnętrzny, przez ryzyko, inicjatywę i przedsiębiorczość konkurentów. A to znów prowadzi do falowań aktywności gospodarczej, do grynderki z jednej strony, a depresji z drugiej, albowiem po fazie ożywienia z natury rzeczy następuje i faza kryzysu.

Natomiast realizacja zasady bezpieczeństwa polega z reguły na ograniczaniu względnie wprost na eliminowaniu konkurencji, która jest nerwem postępu i motorem dynamizmu, na postępującym procesie reglamentacji, nadzoru, opieki i protekcjonizmu, który hamuje dynamizm gospodarki.

Zasada bezpieczeństwa jest z reguły zasadą stabilizacji (statyki), a zasada postępu jest zasadą ruchu (dynamiki).

Tak więc przy realizacji obydwu słusznych i zasługujących na uwzględnienie zasad gospodarczych należy pamiętać o ich przeciwstawności. Realizując zbyt radykalnie jedną, osłabiamy drugą, a to znów z kolei powoduje, że po jakimś czasie i pierwsza staje pod znakiem zapytania.

A więc np. jeśli chcemy jednostronnie realizować zasady bezpieczeństwa, ograniczamy postęp gospodarczy, nędza rośnie, a wówczas zasada bezpieczeństwa i stabilizacji po jakimś czasie zostaje narażona na szwank, bo tej nędzy jest coraz więcej, coraz trudniej jest obronić się przed niebezpieczeństwem załamań i kryzysów, które stają się stanem chronicznym. Atmosfera nędzy i marazmu stwarza w końcu atmosferę niepewności.

Odwrotnie: jeśli zbyt jednostronnie realizujemy tylko zasadę postępu, mogą w pewnych miejscach (technicznie lub gospodarczo zacofanych) powstać zbyt wielkie bolesności dla pewnych warstw i grup, które stają się ofiarą zbyt szybko realizowanego postępu. Może to być źródłem zaburzeń i wstrząsów, co często prowadzi do ostrych reakcji społecznych, hamujących w rezultacie proces postępu.

Zdaje mi się jednak, że zasada postępu gospodarczego ma pierwszeństwo przed zasadą bezpieczeństwa, bo ta ostatnia sama także po pewnym czasie zostaje unicestwiona, wówczas gdy postęp staje. Postęp gospodarczy − nawet jednostronnie stosowany − do pewnego stopnia stwarza sam pewne urządzenia ochronne, o ile chodzi o bezpieczeństwo, właśnie dlatego, ponieważ na długą metę wytwarza stan dobrobytu i podnosi stopę życiową ludności, choć co prawda ludności przeciętnej (tj. nie dla wszystkich jednakowo).

Natomiast jednostronne stosowanie zasady bezpieczeństwa tych urządzeń ochronnych nie wytwarza, co z reguły prowadzi do unicestwienia zamierzeń.

Postęp cywilizacji ludzkiej zależeć będzie od tego, czy zdołamy stworzyć należyty kompromis pomiędzy zasadą bezpieczeństwa a zasadą postępu. Chodzi o to, by uniknąć jednostronności i stworzyć taki układ stosunków, by obydwie zasady w pewnej słusznej proporcji doszły do głosu. Jeśli powiadam: w pewnej słusznej proporcji, to mam na myśli proporcję, w której zasada postępu byłaby reprezentowana silniej niż zasada bezpieczeństwa.

Zasada ta w czasach powojennych ogromnie zyskała na sile. System ubezpieczeń wszelkiego typu, to jest ubezpieczeń eliminujących wszelkie ryzyko, rozrósł się do potężnych rozmiarów. Mimo to − a być może właśnie i dlatego − bezpieczeństwo nie wzrosło, a fluktuacje aktywności gospodarczej stały się jeszcze gwałtowniejsze. Kryzysy gospodarcze przybrały na sile, proces bankructwa, pauperyzmu i bezrobocia osiągnął nieznane przedtem rozmiary. Niepewność stosunków, kryzys nieufności, stały się zjawiskiem stałym i nagminnym. Świat jest dziś więcej niż kiedykolwiek odległy od postulatu stabilizacji i pewności.

Okazuje się, że jednostronna przewaga zasady bezpieczeństwa nie prowadzi do celu. W istocie wszelkiego życia leży ryzyko. Niepewne jest także nasze własne życie i życie naszych najbliższych. Nie można żyć pod psychozą strachu i chcieć wszelkie możliwe ryzyko wyeliminować. Na to nie starczyłoby bogactw tego świata. Liberalizm chce w rozsądnych granicach stosować zasadę bezpieczeństwa, ale przewagę daje zasadzie postępu.

Oczywiście proporcja tych zasad musi inaczej wyglądać w społeczeństwie bogatym, które mając już dobrobyt, chce przede wszystkim bezpieczeństwa, niż w społeczeństwie ubogim, które chce przede wszystkim postępu i wzbogacenia się. Społeczeństwa ubogie nie

powinny się sugerować ideologią, a raczej umysłowością gospodarczą krajów bogatych i sytych, zmęczonych już ryzykiem, powinny więc w jeszcze większej mierze stosować zasadę postępu.

A zasada postępu jest zasadą liberalizmu.

 

Ferdynand Zweig (1896-1988), ekonomista i socjolog stosunków pracy, ur. w Krakowie 23 czerwca 1896 r., w latach 1928-1939 wykładowca ekonomii na Uniwersytecie Jagiellońskim; aktywny członek Krakowskiego Towarzystwa Ekonomicznego (krakowskiej szkoły ekonomicznej). Współpracował z „Czasem”, „Czasopismem Prawniczym i Ekonomicznym”, „Przeglądem Współczesnym”, a w 1927 r. objął funkcję redaktora gospodarczego w „Ilustrowanym Kurierze Codziennym”. Po wybuchu II wojny światowej wyjechał do Wielkiej Brytanii, gdzie kontynuował działalność naukową w ramach polskiego Wydziału Prawa w Oksfordzie (do 1946 r.); był stypendystą uniwersytetu w Manchesterze. W latach 1953-56 wykładał na Hebrew University w Jerozolimie, a w latach 1964-66 na uniwersytecie w Tel Awiwie. Autor m.in.: "Cztery systemy ekonomii" (1932), "Ekonomia a technika" (1935), "Zmierzch czy odrodzenie liberalizmu" (1938), "The Planning of Free Societies" (1942), "Labour, Life and Poverty" (1948), "Productivity and Trade Unions" (1952), "The British Worker" (1952), "The Worker in an Affluent Society" (1961), "The New Acquisitive Society" (1976). Zmarł w Londynie 9 czerwca 1988 r.

 

 

[1] Także i w Grecji starożytnej widzimy to samo zjawisko. Autarkiczna Sparta nie wykazała żadnego rozwoju gospodarczego i kulturalnego, a obok demokratyczne i wolne Ateny stały się kolebką zachodniej kultury.

 


Start Klasycy o wolnym rynku i roli państwa w gospodarce Ferdynand Zweig, "Wolność a bogactwo"